0 obserwujących
42 notki
62k odsłony
1079 odsłon

Powstańczy błąd.

Wykop Skomentuj1

Motto:

Generał Sosnkowski w Komunikacie Naczelnego Wodza do Komendanta
Głównego Sił Zbrojnych w Kraju z czerwca 1944 stwierdza:

„O losie Polski
przesądzili alianci w Teheranie. Nasza rola w tej fazie wojny jest skończona.
Należy wstrzymać się od wielkich wykrwawiających działań, gdyż szkoda już
każdej kropli krwi, szczególnie młodzieży polskiej."

Dwa miesiące później w Warszawie wybucha powstanie krwawo stłumione przez okupanta. 


Ginie 200 tysięcy Polaków

Stolica dużego państwa zostaje unicestwiona

całe młode pokolenie Polaków zostaje eksterminowane

Całkowitą winę ponosi dowództwo AK

Chwała Bohaterom!

 

 

Wywiad udzielony dla Niezależnej Gazety Obywatelskiej w  Opolu www.ngopole.pl

„Cała koncepcja Powstania Warszawskiego, a tym bardziej jego realizacja była jednym wielkim błędem, do którego nie powinniśmy dopuścić” – z Tomaszem Greniuchem, doktorantem historii na KUL-u rozmawia Tomasz Kwiatek

 

Przed nami 67. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Czy stan badań pozwala nam dokonać rzetelnej oceny tego wydarzenia?

Powstanie Warszawskie na trwałe wpisało się do panteonu narodowej mitologii, o którym jeśli już się dyskutuje, to zawsze na klęczkach, nigdy w sposób merytoryczny. Stąd też mimo upływu 67 lat od tego wydarzenia, mimo zachowanych źródeł, wydaniu setek publikacji w tym pamiętników i wspomnień ale także pozycji naukowych, na pisanie i mówienie o Powstaniu Warszawskim mają monopol jedynie jego piewcy.

Dlaczego tak się dzieje?

Być może jest to spowodowane naszą zawiłą historią. Zobacz, zaraz po objęciu władzy w Polsce przez komunistów zaczęła funkcjonować „czarna legenda” powstania, której skrajne przypadki to rewelacje stwierdzające, że godzina „W”, a więc moment wybuchu walk, została ustalona razem z Niemcami lub, że w czasie powstania „Akowcy” urządzali polowania na ocalonych Żydów przy aprobacie okupantów. Z tych względów udział w powstaniu eliminował ludzi z życia publicznego, z zawodowej aktywności, był dowodem na „zaprzaństwo” i „zdradę”. Kolejne lata PRLu złagodziły tę retorykę, jednak przez cały okres komunizmu Powstanie Warszawskie było powszechnie krytykowane. Po roku 89’ wszystko się zmieniło. Jakby dla równowagi zaczęły masowo ukazywać się publikacje, które radykalnie zmieniły azymut, traktując Powstanie Warszawskie niczym największe zwycięstwo i niemal geniusz polskiego militaryzmu. Być może w ten sposób chcemy nadrobić te 50 lat w czasie których nimb powstania funkcjonował jedynie w drugim, zakazanym obiegu. Na myśl przychodzi grono staruszków, którzy w ciemnych mieszkaniach, pełnych antyków, przy herbacie wspomina swoich poległych kolegów i koleżanki celebrując w ten sposób kolejne, zapomniane przez ówczesną władzę, rocznice wybuchu Powstania Warszawskiego.

To chyba dobrze, że ktoś o nich pamięta?

Oczywiście, że tak, ale dzięki takim wspomnieniom Powstanie Warszawskie obrosło patyną szlachetności i legendy. W powszechnej świadomości Polaków Powstanie Warszawskie to pomnik, mauzoleum narodowej dumy i tożsamości. A jak wiadomo, pomników się nie odbrązawia. W obliczu takich górnolotnych stwierdzeń, ocierających się o patetyczność a jednocześnie śmiertelnie poważnych i emocjonalnych, bo uświęconych krwią tysięcy poległych, wszelka krytyka, czy rzeczowa dyskusja jest wręcz nie na miejscu. Bo jak tu dyskutować o rozprawie rehabilitacyjnej dla Bora-Komorowskiego, procesie jak najbardziej naturalnym w każdym wojsku, po każdorazowej klęsce poniesionej przez dowódcę, gdy jednocześnie wciąż do znudzenia przypomina się jedynie heroizm, poświęcenie i tzw. „moralne zwycięstwo”? Zawsze pokazuje się tylko jedną stronę medalu, która zbudowała w naszej świadomości mit zwycięskiego moralnie powstania i świętokradcą jest ten, kto sprowadza powstanie do rzeczywistości, którą z całą surowością należało rozliczyć już dawno temu, co leży w interesie przyszłych pokoleń.

Dodam, że Warszawa była jedyną stolicą Europy, która podczas II wojny światowej trzykrotnie podrywała się do walki zbrojnej – we wrześniu 1939 r. obrona w kampanii wrześniowej, w kwietniu 1943 r. powstanie w getcie warszawskim i w sierpniu 1944 r. Powstanie Warszawskie…

To jest największa tragedia Polaków, którzy z uporem maniaka wszczynali powstania, nawet mając świadomość jego klęski, wciąż przypominając całemu światu, że walczą. Przy czym światu ta pamięć była nie potrzebna a wręcz kompromitowała nas w oczach strategów widzących oczywisty brak szans na powodzenie naszych samobójczych zrywów. Przecież nikomu udowadniać nie trzeba było, że II wojna światowa zaczęła się od agresji na Polskę, że była obrona Westerplatte i Wizny, bitwa nad Bzurą. Polacy zdali egzamin z patriotyzmu. Tymczasem Powstanie Warszawskie przekreśliło w oczach opinii światowej to wrażenie. Bo jak dobrowolnie można skazać własną stolicę i jej mieszkańców na zagładę i nazwać to jeszcze patriotyzmem? Każdy trzeźwy umysł w Europie wiedział, że to samobójstwo, co eliminowało nas z „wielkiej gry”, która i tak toczyła się poza naszym zasięgiem. „Wielka gra”, którą toczyły między sobą alianckie mocarstwa, to pragmatyczna rozgrywka, w której liczyły się wyniki a nie straty. My tych wyników nie mieliśmy, a Powstanie Warszawskie i akcja „Burza” to jedynie kompromitujące nas straty. Dopiero dziś straty te, tę hekatombę męczeństwa przekuwamy na nasz moralny sukces, triumf i szczyt narodowej tożsamości i świadomości, których strażnikiem ma być piękne Muzeum Powstania Warszawskiego. Jednak rozmach tej inicjatywy i tak nie przyćmi fenomenu powstania w getcie warszawskim, przynajmniej w opinii światowej i w świadomości Europejczyków, wśród których funkcjonuje romantyczna epopeja walki garstki sprawiedliwych w morzu barbarzyństwa. To niezwykle krzywdząca nas, Polaków, interpretacja, ponieważ morzem tym miała być Warszawa i jej, znieczuleni na tragedię Żydów i bierni w obliczu okupanta, mieszańcy.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura