W swoim czasie namiętnie czytałem, a także oglądałem, wiele dokumentacji i fabuł na temat kryminalnej historii Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.
Szczególnie obfitującą w wydarzenia, nadające Ameryce jej obecną formę polityczno-społeczną – były lata pierwszej połowy dwudziestego wieku.
Wtedy to bowiem ujawniły się najsilniej, opiewane do dzisiaj aktywności licznych organizacji, o często narodowych korzeniach np. włoskich czy irlandzkich.
Palmę pierwszeństwa w szemranych interesach, podobnie jak w wielu innych państwowotwórczych przedsięwzięciach, dzierżyli niezawodnie obywatele USA pochodzenia żydowskiego.
Jednym z owianych nimbem szczególnej sławy, był niejaki Mejer Suchowlański, urodzony w 1902 roku w Grodnie.
Dosyć prędko, wraz z tuzinami pobratyńców, zerwał z ostentacją w geszeftach, by wmieszawszy się w narodowościowy tygiel, zostać przedstawicielem yankeskiej szlachty.
Szczególnie niezatarte wrażenie wywierał na mnie wyjątkowy pragmatyzm we wzajemnych kontaktach wymienionych organizacji.
Pragmatyzm, który nawiasem mówiąc, do dzisiaj pozostaje znacznikiem US-Amerykańskiego podejścia do politycznych i gospodarczych partnerów – szczególnie w trakcje negocjacji, kiedy to niczym nadzwyczajnym jest ich (tych partnerów)...fizyczna likwidacja...


Komentarze
Pokaż komentarze