Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość przegrywa kolejne wybory? Jest wiele przyczyn, ale jedna nasuwa się sama. Zamknięta twierdza otoczona fosą. Wewnątrz ma panować jednomyślność i pełna akceptacja obecnej linii władz partii. Jeśli ktoś się z tym nie zgadza lub ma inne zdanie, po prostu wylatuje. Na pożegnanie zostaje mu przylepiona etykietka "zdrajcy". To jest obecny obraz tej partii.
Jednak nie zawsze tak było. Doskonale pamiętam PiS z lat 2001-2005. Była to partia otwarta na wiele środowisk od narodowo-katolickich po liberalno-konserwatywne. Posiedzenie Komitetu Politycznego to była prawdziwa burza mózgów, odbywała się prawdziwa dyskusja wewnątrz partii. Więcej znaczyły osoby które miały swoje zdanie. Partia miała cel do którego konsekwentnie dążyła, czyli wygrać wybory i zrealizować ambitny plan naprawy Rzeczypospolitej, zwany wtedy projektem IV RP.
Jednak później w trakcie rządów PiS coś się zaczęło zmieniać. Wydaje mi się że przełomowy był rok 2006. Gdy Jarosław Kaczyński został premierem. Później po przegranych wyborach w 2007 roku i przejściu do opozycji, partia zaczęła się domykać. Po Marku Jurku odchodzili lub byli wyrzucani następni znaczący politycy. Kolejnym przełomem wydawała się być katastrofa smoleńska oraz kampania prezydencka Jarosława Kaczyńskiego. Który w drugiej turze przekonał do siebie prawie 8 milionów Polaków. Jednak w lipcu 2010, nagłą zmianą retoryki cały ten ogromny potencjał został zaprzepaszczony. Wrócono do status quo sprzed kwietnia 2010.
Grupie Ziobry zarzucano nadmierne ambicje, jednak mieć je w polityce to nic złego. W Prawie i Sprawiedliwości to jednak ciężka przewina. Wyrzucanie po raz kolejny z partii rozpoznawalnych polityków, utwierdza wizerunek PiS-u jako partii zamkniętej na dyskusję i samodzielne osobowości.
Dziś na konferencji prasowej Jarosław Kaczyński powiedział, że wcale mu nie żal, że z PiS-u odszedł do SP Kazimierz Jaworski, który w wyborach do Senatu pokonał znanego prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca. Właśnie to jest najbardziej przerażające, że Kaczyński cieszy się z kolejnych odejść znanych polityków. Radość z tego, że w partii jest coraz mniej samodzielnych i popularnych osób a więcej miernych ale wiernych typu Błaszczak, Lipiński, Kuchciński, Czarnecki itd.
Jednym z postulatów ziobrystów był wybór szefów okręgów przez członków partii. Kaczyński postanowił pójść w przeciwnym kierunku, wyznaczając samemu pełnomocników. Na wiosnę prezes ma wskazać kandydatów szefów okręgów wybieranych na normalną kadencję. Wybór ma polegać na głosowaniu za bądź przeciw, nominatowi wskazanemu przez prezesa.
Kolejny pomysł Kaczyńskiego na domykanie twierdzy, to powołanie zespołu w którym znajdą się parlamentarzyści mający regularnie przedstawiać w mediach pisowskie "przekazy dnia". Nie trudno się domyśleć że, głównymi realizatorami nowej inicjatywy będą i tak już często brylujący w mediach Błaszczak z Czarneckim.
Wydaje się, że główną ambicją Kaczyńskiego i "zakonu PC" jest zachowanie tych 20% swojego elektoratu, które zapewni miejsce w parlamencie. Obecny PiS nie ma szans na wygranie wyborów. Na zmiany też nie ma co liczyć. Jak mówi sam Kaczyński "lepszy klub mniejszy, skonsolidowany". A więc taki który jest w pełni posłuszny. Tylko czy nie lepiej być szczerym z wyborcami i powiedzieć wprost że, nie mamy ochoty wychodzić poza Festung PiS?



Komentarze
Pokaż komentarze (20)