Minął kolejny dzień słownych potyczek między Solidarną Polską i PiS. Wczoraj Zbigniew Ziobro wysłał list do prezesa Kaczyńskiego w którym przedstawia swoje warunki współpracy. Prezes pewnie nie odpowie, bo on raczej listy pisze, niż na nie odpowiada. Od odpowiedzi ma swoje partyjne usta, zazwyczaj jest to "błyskotliwy" poseł Błaszczak, albo rzecznik Hofman.
Jak na PiS przystało, odpowiedź będzie w stylu: niech się nie wygłupia, jak mrówka może równać się ze słoniem, liderem prawicy jest Jarosław Kaczyński. Czyli żadnej dyskusji. Bo albo przystaje się na nasze warunki i akceptuje się je w pełni, bez żadnego wyjątku, albo mówimy dowidzenia i koniec kropka. Nie ma mowy o żadnym partnerstwie, jak zadecyduje prezes tak musi być.
Zresztą ta cecha PiS i Kaczyńskiego, czyli własna niemylność, mówienie, że tylko my mamy rację, tylko my mówimy prawdę jest wszechobecna we wszystkim. Pojawia się zawsze. Teraz jest szczególnie widoczna w kontekście bojów na linii Ziobro-Kaczyński. Ale jest to też jeden z powodów, obecnej marginalnej pozycji PiS na polskiej scenie politycznej. Polacy sześć wyborów z rzędu powiedzieli Kaczyńskiemu i jego partii: my państwa nie chcemy! Żadna partia nie odważy się wiązać ani wchodzić z nimi w koalicje. Ta butność, arogancja i wysokie mniemanie o sobie, odpowiada na pytanie dlaczego PiS jest w tym miejscu w którym jest.
I tu wracamy do soboty. Czyli do marszu na którym byli i Kaczyński, i Ziobro. Ten pierwszy, z pozycji pewnego siebie lidera, powiedział do ziobrystów: Wracajcie. Co też jest ciekawe, bo przecież zostali oni z PiS wyrzuceni decyzją Komitetu Politycznego, ale de facto decyzją prezesa. Więc, aby wrócić musiałaby zostać cofnięta ta uchwała. Nieźle to wszystko poplątane. Ale nic dziwnego, w tym przecież PiS jest najlepszy. W takim insynuowaniu, nie mówieniu niczego wprost, używanie jakiejś pokrętnej logiki, pokrętnych słów.
Ziobro, wyraźnie zaskoczony słowami prezesa, oznajmił że jesteśmy razem. Owszem, byli razem na marszu, ale Kaczyński nie przyszedł tam walczyć o rzekomo zagrożoną wolność mediów, przyszedł tam dla celów politycznych (zresztą tak jak Ziobro). Był tłum utożsamiający się z prawicą, były też kamery i mikrofony. Dla niego była to idealna okazja, żeby pokazać się jako ten który łączy, a nie dzieli. Ten który wzywa do jedności, w imię zwycięstwa.
Te słowa były sztuczne, przeznaczone tylko dla telewizji i tłumu. Było to pyrrusowe zwycięstwo Kaczyńskiego. Okazał się lepszym mówcą od Ziobry, ale co z tego jeśli mówi i robi całkiem co innego. Mimo, że Kaczyński ma pozycję w swojej partii, ma poparcie i wiernych wyznawców, jest właściwie politykiem przegranym. Nie ma szans wygrać żadnych wyborów ani tym bardziej rządzić, można odnieść wrażenie, że jego partia zamiast się rozwijać wręcz przeciwnie, zwija się. Poparcie też się nie zwiększa tylko topnieje, w najlepszym wypadku stoi w miejscu.
Wybory coraz bliżej, napięcie w obu partiach rośnie. Dla jednych i dla drugich to być albo nie być. Dla ziobrystów prawdziwym testem będą wybory europarlamentarne w 2014 roku, jeśli im się uda, mogą z nadzieją patrzeć na podwójny wyścig rok później. Jeśli Ziobro wystartuje i uzyska dobry wynik, zbliżony do kandydata PiS (na dzień dzisiejszy prezes PiS) to na pewno podniesie szanse wyborcze jego partii w jesiennych wyborach parlamentarnych.
PiS przed wyborami postawił sobie za zadanie, wyeliminowanie konkurencji po prawej stronie, czyli ziobrystów. Jako, że mają jakieś poparcie sondażowe, co prawda małe, ale jednak 4-5% to w końcu, nie w kij dmuchał. Czym więcej procent, tym więcej mandatów w Sejmie.
Prawicowy konkurent w wyborach prezydenckich to też problem. Jest niemal pewne, że reelekcję uzyska obecny prezydent Bronisław Komorowski. Więc jeśli tak, to będzie to przede wszystkim pojedynek prestiżowy. Wygrany będzie mógł przyjąć zaszczytny tytuł lidera prawicy. Dla Kaczyńskiego nawet niewielka wygrana z Ziobrą nie jest satysfakcjonująca. A taki scenariusz przewiduje choćby wczorajszy sondaż dla Faktów TVN: Kaczyński 18% a Ziobro 11%. Takie prognozy, automatycznie włączają na Nowogrodzkiej czerwony alarm.
Cel Kaczyńskiego, to utrzymać jak najdłużej pozycję jedynego lidera na prawicy, pozycję szefa PiS. Stąd te apele o jedność, stąd te wiece smoleńskie. On nie walczy już o władzę, wygraną w wyborach. Wie że jest to poza jego zasięgiem. Walczy tylko o pozycję na prawej stronie. Uważa, że nie może sobie pozwolić na ustępstwa, stąd propozycja jedności ale tylko według naszych, pisowskich warunków.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)