Nie będę dzisiaj pisał ani o Stefanie Niesiołowskim, ani o Ewie Stankiewicz. Nie zamierzam dywagować kto kogo ma pierwszy przeprosić. Ciekawsze jest co innego. Mianowicie to, w jaki sposób te piątkowe wydarzenie sprzed Sejmu zostało wykorzystane do urządzenia po raz kolejny, absurdalnego wzmożenia w drugoobiegowych propagandówkach i na pisowskich portalach.
Przeglądając wszystkie te portaliki i gazetki widać wyraźnie temat przewodni każdego z nich. Przed i po weekendzie tylko to ich zajmuje, tylko to ich napędza.
Pojawiają się jakieś apele o bojkot Stefana Niesiołowskiego, zresztą podpisany głównie przez dziennikarzy ze swojego kręgu. Więc cóż to dla nich za bojkot, skoro oni chyba od zawsze de facto bojkotują osobę Stefana Niesiołowskiego. Osunęła się cała lawina artykułów, felietonów na temat tego: jacy to jesteśmy prześladowani przez reżim, takie zachowanie władzy to oznaka strachu, puszczają im nerwy z powodu złych sondaży. Jedno zdarzenie spowodowało na poczekaniu stworzenie miliona różnych wersji aby wytłumaczyć swoim odbiorcom: DLACZEGO?
Bardzo łatwo można jednak rozwiązać zagadkę, dlaczego tak intensywnie, z wielkim przejęciem i fałszywą powagą pompują ten temat. Szukają każdej dobrej okazji, aby dać potwierdzenie swoim twierdzeniom: jesteśmy prześladowani i dyskryminowani przez reżim. Takim stałym tematem jest Smoleńsk, który napędza zyski biznesowe ze sprzedanych gazet, filmów i książek i stale mobilizuje elektorat. Jest trampoliną biznesową i polityczną. Jednak bezpodstawne insynuacje i absurdy z tym związane są niezwykle szkodliwe dla polskiego życia politycznego. O czym niektórzy zapominają, w imię walki o "prawdę".
Zadaniem tej drugoobiegowej propagandy, jest stałe podtrzymywanie wrażenia, że Polska to nie jest państwo wolne. Ich narracja sprowadza się do wmawiania, że władza chce ograniczyć prawa obywatelskie, zamknąć "wolne" media, że "niezależni" dziennikarze są prześladowani, że nasza niepodległość jest zagrożona i trzeba jej bronić.
Obecny temat pewnie przez jakiś czas będzie jeszcze eksploatowany, choć z mniejszym natężeniem. Ileż można mówić o jednym i tym samym. Jednak jeśli nie to, znajdą za chwilę coś innego. Coś, żeby pasowało do naszej narracji o "totalitarnej" władzy. Wzmożenie będzie nadal trwało ponieważ taki jest cel polityczny, a że przekraczane są kolejne granice absurdu? Dla nich to nie ma żadnego znaczenia.



Komentarze
Pokaż komentarze (35)