Dzień Matki. Pewnie wielu z nas go lubi. Wiem, że może zabrzmi to staroświecko, ale nasunęła mi się myśl, właśnie dzisiaj, że ojczyzna to też matka. Problem polega na tym, jaki do niej mamy stosunek. Na ile, dla współczesnego Polaka, Ojczyzna jest tą rzeczywistością, którą chce zmieniać na lepsze, a na ile jest ona tylko tym, z czego mogę czerpać nie dając nic w zamian.
Ostatnie dwudziestolecie pokazało nam, a właściwie to my jako Naród pokazaliśmy, że miłość Ojczyzny jest daleko daleko. Patriotyzm czyli, między innymi, dbanie o dobro wspólne, został odstawiony. Nadal mamy krzywe chodniki, szare kamienice, majątki, których nie odzyskali przedwojenni właściciele. Nadal Kresowianie nie otrzymali godnego zadośćuczynienia za majątki i ziemie odebrane im w nieludzki sposób. Nie otrzymali zadośćuczynienia za wypędzenie. W świadomości przeciętnego Polaka Wilno i Lwów to miasta odpowiednio litewskie i ukraińskie. A przecież nasza historia, nauka, kultura i wiara są związane właśnie z tymi miastami. One są symbolem polskości.
Ważnym problemem jest uciekanie elit z kraju, w którym nie mogą się realizować. Nie mają możliwości rozwijania swoich umiejętności i wykorzystywania wiedzy. Ci, którzy żyją w Polsce zarabiają śmieszne pieniądze. Naukowcy, lekarze, zostali zmarginalizowani w świadomości społecznej. Częściej usłyszeć można o nich rzeczy złe niż dobre. Brak szacunku do elit. Dwudziestolecie międzywojenne wykształciło i doceniało elity. Własność stanowiła rzecz świętą, prawo działało na rzecz obywatela. W dwudziestoleciu po roku 1989 elity nadal nie mają prawa głosu, własność nie jest świętością, a prawo nie służy tak zwanemu zwykłemu człowiekowi. Co będzie dalej


Komentarze
Pokaż komentarze