Nie będę koncentrował się na sprawach globalnych, na które nie mamy wpływu, ale na sprawach, na które, jak pokazała "chęć ocenzurowania Internetu" przez rządzących, mamy wpływ.
W Polsce nie ma kary śmierci, o tym wiemy wszyscy. Kodeks karny wykonawczy, przewiduje dwa najwyższe wyroki: 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie. Co jednak z tymi jednostkami, które my, jako społeczeństwo "ludzi zdrowych", nie damy rady nigdy "zrestartować", uświadomić, zresocjalizować? Co z matkami, które straciły swoje córki, wiedząc, że przed smiercią, były gwałcone? Jak pogodzić te straszliwe zbrodnie, dzieciobójstwa, z dramatami jakich nie potrafimy sobie wyobrazić. Dramatami tych własnie rodzin, matek i ojców?
Czy naprawdę nie można znaleźć "złotego środka", na to, aby za te zbrodnie wymierzyć adekwatne kary? Przecież, ilu z "nich", patrzy na Sądy z uśmieszkiem na twarzy, bez żalu czy skruchy dla rodzin , tych, którym odebrali wszystko?
Wydaje się zatem, że najrozsądniejszym wymiaarem kary będzie Prawo Hammurabiego, "oko za oko, ząb za ząb". W tym momencie, nie będę brał subiektywnej oceny, ale przyjrzyjmy się obiektywnie tym faktom.
Czy normalnym jest, aby matka, zabijająca własne dziecko, była ochraniana przez policję, detektywa, itd? Czy normalnym jest samo to, że chodziła tyle czasu na wolności?
Pytań można mnożyć przez "n", jednak jaka jest odpowiedź, co , my, Polacy, powinniśmy z tym zrobić? Wyjść na ulice jak z akcją "Acte" czy zaakceptować "stary system rzeczy". Gdyż czasem odnoszę wrażenie, że polskie prawo brdziej koncentruje się i ochrania "podejrzanego", niż ofiarę.
Resztę zostawiam Państwu do własnych przemyśleń i refleksji.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)