Donald Tusk od wielu tygodni zachęcał do wzięcia udziału w jego osobistym marszu. Pomysł od razu spodobał się mainstreamowym wielkim mediom. TVN, Onet, Newsweek, Gazeta Wyborcza, TOK FM i wszyscy opozycyjni dziennikarze informowali swoich czytelników i słuchaczy o tym, jak ważne jest to wydarzenie i że wszyscy, którym zależy na demokracji, wolnych sądach i praworządności koniecznie muszą to potwierdzić stawieniem się 4 czerwca w Warszawie na demonstracji. Do promocji marszu szybko przyłączyli się aktorzy, celebryci, publicyści, naukowcy, autorytety i wielu ludzi z tzw. pierwszych stron gazet. Balonik był napompowany do granic możliwości, były wielkie oczekiwania, niektórzy nawet mówili, że to będzie przełomowy marsz i najważniejsze wydarzenie polityczne w Polsce od 1989 roku. Pojawiło się nawet hasło "kto nie idzie w marszu, ten za PiSem". Mówiono nawet o milionowej demonstracji.
Marsz się już odbył, według szacunków policji wzięło w nim udział ok 100 tyś ludzi, co można uznać za sukces frekwencyjny Tuska, bo w Polsce zorganizować 100- tysięczny wiec poparcia politycznego wcale nie jest łatwo. Ale nie można nazwać tego wydarzenia ani przełomowym ani największym i najważniejszym od 1989 roku. Po pierwsze na samym marszu nic przełomowego się nie wydarzyło, nie padły żadne nowe deklaracje i nie została wypowiedziana żadna nowa idea czy formuła, która miałaby nadać jakiś nowy kierunek zmian politycznych w Polsce. Wszystkie przemówienia, łącznie z tym Tuska były właściwe tym co można od nich i od opozycyjncyh dziennikarzy usłyszeć od 8 lat. Że walczą o demokrację, praworządność, chcą by Polska była bardziej uśmiechnięta, tęczowa, tolerancyjna i żeby zagościły u nas na dobre słynne wartości europejskie. Po drugie trzeba pamiętać, że w Polsce żyje 38 milionów obywateli a na marszu pojawiło się ok 100 tyś, z czego połowa została zwieziona autokarami I pociągami z całej Polski i byli to aktywni uczestnicy codziennego życia politycznego. W takich kilkukrotnie mniejszych od Polski Czechach, przeciwnicy Babisza na szybko potrafili się zorganizować i zrobić demonstracje w której uczestniczyło 250 tyś obywateli.
Oczywiście teraz przez kilka dni opozycyjni dziennikarze będą pompować balonik i opowiadać bajki o mchu i paproci i podkreślać jak ważny i przełomowy był to marsz, ale nic z tych rzeczy, to był wiec, który pozwolił zmobilizować i uaktywnić opozycyjnych aktywistów społecznych. Tusk przeliczył i uszeregował szyk na opozycji. Jest coś, co Tysk ugrał tym marszem, pokazał Hołowniom, Kosiniakom i Czarzastym miesce w szeregu i udowodnił, że oni mogą co najwyżej czyścicie mu buty.
W poniedzialek Polacy ruszą do pracy I nie sądzę, żeby debatowali nad demokracją, praworządnością i marszem Tuska. Za kilka dni wszyscy o tym zapomną i wrócimy do bieżącej nawalanki politycznej, każdy w swojej bańce.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)