Jest jeszcze jedna możliwość, którą warto serio rozważyć – czyli że Tusk za chwilę powtórzy wariant z premier Ewą Kopacz. Oczywiście dzisiaj byłoby to dużo trudniejsze, bo nie słychać, by ktoś proponował mu poważne europejskie stanowisko, a w ONZ czy NATO, bez wsparcia USA i prezydenta Karola Nawrockiego, szans nie ma. Może jeszcze próbować stworzyć jakąś fikcję „awansu za granicą”. Będzie to jednak widać. Tusk znalazł się więc w pułapce, w której wyjazd zostanie odebrany jako ucieczka, a pozostanie w niej spowoduje, że narastające problemy tego rządu bardzo go osłabią.
To, co udało mu się uzyskać i może zaliczyć jako swój realny sukces, to rozbicie opozycji. Mamy dwie Konfederacje i dwa PiS-y, choć ta druga operacja zaczyna szwankować. O ile Grzegorz Braun pozyskuje elektorat przychylny Konfederacji dzięki większemu radykalizmowi, z którym trudno się licytować, to Mateusz Morawiecki zaczyna się wizerunkowo sklejać z obozem rządowym. Gdyby chciał naprawdę zdobyć wyborców PiS-u, powinien być „świętszy od papieża”. Zdecydował się na coś odwrotnego. Połaszczenie się na stanowisko wicemarszałka, dane z łaski Donalda Tuska, przez nowy klub Morawieckiego sprawiło, że zdecydowana większość zwolenników PiS-u dostała białej gorączki. Nie przemyślał tego nie tylko Morawiecki, lecz także sam Tusk przestrzelił. Teraz były premier będzie mógł już szukać poparcia niemal wyłącznie w obozie obecnego szefa rządu. I jak to bywa ostatnio z Tuskiem – akcja piękna, ale wykonanie straszne. W polityce wszystko jest możliwe i być może Morawiecki odzyska zaufanie jakiejś części prawicowego elektoratu, tylko zaczyna mieć naprawdę pod górkę.
Co więc Tuskowi zostało? Dryfować i liczyć na kolejne błędy opozycji – niestety, jak widać, nie jest to takie głupie – albo zwiększyć presję, nawet bez fikcji działań demokratycznych. Ta druga droga, umownie można nazwać ją „drogą Giertycha”, ma tę zaletę, iż Tusk będzie sprawiał wrażenie, że coś robi, a tę wadę, iż nie ma z niej już żadnego wyjścia i każdy, kto znajdzie się teraz w pobliżu premiera, zapłaci za to ogromną cenę. Bijatyka jest korzystna na pewno wyłącznie dla samego Giertycha (oczywiście również Moskwy – taki przypadek), ale tylko dlatego, że jego losy w każdym innym wariancie są już przesądzone.
Poza Tuskiem Giertych nie ma żadnego realnego wsparcia, nie zdobył też masowej popularności w elektoracie obozu władzy, a jako ofiara zapłacona za rządy obecnego rządu wydaje się wręcz idealnym obiektem. W dodatku nie trzeba niczego tu wymyślać, dowody na to, co wyrabia, są pod ręką. Wprawdzie na dalszą radykalizację nie ma zgody USA, wręcz wysyłają w tej sprawie sygnały, ze strony UE też zaczyna się słyszeć wielogłos, a Niemcy – mimo przychylności dla Tuska – coraz bardziej będą skupione na własnych problemach. W skrócie: komfort z roku 2023, kiedy to Berlin, Bruksela i Waszyngton autoryzowały bandyckie działania ekipy 13 grudnia, właśnie się skończył.\
Trump wręcz zapędził Tuska w pułapkę – najpierw pozwolił mu postraszyć Polaków zagrożeniem ze Wschodu, a potem zaoferował pomoc uzależnioną od zachowania rządu. Widać, że wywarło to jakieś wrażenie na namiestniku z Berlina. Narasta też opór społeczny i nie tyle utrudnia on niedemokratyczne działania, co znacząco podwyższa ich koszt. Tygodniowe zdobywanie przez rząd – do tej pory niemal nieznanej szerszej opinii publicznej – Akademii Wymiaru Sprawiedliwości pokazuje, że inne ważne instytucje mogą wywoływać opór społeczny trwający miesiącami – w czasie kampanii wyborczej. To byłaby śmierć polityczna dla każdego, kto znajdzie się po drugiej stronie barykady.
Nie zmienia to faktu, że scenariusz siłowy nie jest niemożliwy. Każde zachwianie się w oporze przeciwko bezprawiu, oddanie bez walki jakiegokolwiek terenu może zachęcać radykałów w obozie władzy do kolejnych napadów.
Mamy 12 miesięcy maksymalnej mobilizacji i proszę wszystkich, by wzięli w tym udział. To jest ten moment i ta chwila. Kontaktujmy się z miejscowymi klubami „Gazety Polskiej”, organizujmy wyjazdy do stolicy. Wspierajmy media wolnego słowa, szczególnie Telewizję Republika i „Gazetę Polską”. To nasze bastiony, które dzisiaj również znalazły się pod ostrzałem. Brońmy naszych dziennikarzy, na których idzie wielki atak władzy. I jeszcze raz apeluję: bądźmy solidarni!
Gazeta Polska nr. 39; data: 23.09.2026.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)