Zapewne będzie to bardzo kontrowersyjny artykuł, bowiem bywa tak że jeden filmem się zachwyci, a drugiemu chce się wyjść z kina (i wychodzi). Moje Top5 to:
1) „Quo Vadis” Jerzego Kawalerowicza – poszłam do kina nastawiona pozytywnie. Naczytałam się magazynu „Film”, wszystko wyglądało obiecująco. W kinie byłam z mamą i obie po zakończeniu seansu spojrzeliśmy na siebie i zgodnie stwierdziłyśmy, że „Linda był niezły” i że „Pieczka pokazał aktorstwo”. Co poza tym? Okropna Ligia, Winicjusz, nie wspominając o żałosnym Ursusie…
2) „Braterstwo Wilków” Christophe Gans – miał to być najbardziej widowiskowy film kinematografii francuskiej. Z zapowiedzi i opisów filmu można było wywnioskować, że to ma być horror, albo chociaż coś z pogranicza horroru. Niestety okazał się dla mnie mętnym kinem przygodowym z ładnymi obrazkami ale bez logicznej fabuły.
3) „Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok” Ang Lee- jeśli się nie mylę zdobył cztery Oscary, jak na szpilkach siedziałam w oczekiwaniu na pojawienie się tego filmu w moim kinie. Nie mogłam się wprost doczekać słysząc co pięć minut o tym jakie to arcydzieło. Okazało się niestety, że to prosta bajeczka znowu z ładnymi obrazkami, ale bez najmniejszej logiki. Jeśli ktoś chwali ten film krew się we mnie burzy. Tak strasznie się na nim zawiodłam.
4) „Kill Bill” Quentina Tarantino – całe życie lubiłam Tarantino, całe życie broniłam jego filmów przed mamą, uwielbiam „Pulp Fiction”. Na film „Kill Bill” oczekiwałam z największą nadzieją. Szczerze mówiąc nie zawiodłam się na nim tak jak na powyższych bo jest od nich lepszy. Jednak po Tarantino spodziewałam się czegoś więcej, czegoś zabawnego, pouczającego i trochę postrzelonego. Niestety według mnie tutaj przesadził… Film za pewne był niezłą zabawą dla reżysera ale nie dla mnie. Po prostu na nim ziewałam:)
5) „Miasto Gniewu” Paul Haggis – w przypadku tego filmu było odwrotnie. Najpierw byłam w kinie na tym filmie (był jednym z 3 na „Nocy Filmożerców” w moim kinie) a potem wiele o nim słyszałam. Najlepsze jest to, że film funkcjonuje pod dwoma tytułami: „Miasto Gniewu” i oryginalnym „Crash”. Oglądałam film pt. „Miasto gniewu” czytałam i słyszałam o filmie pt. „Crash”. Po recenzjach i ocenach nie domyśliłam się, że to ten sam film (były za dobre). Nawet zapragnęłam obejrzeć ten okrzyknięty „Crash”. Jakież było moje zdziwienie kiedy końcu dotarło do mnie, że ten film oglądałam i nie zrobił na mnie wrażenia. Jeszcze bardziej zdziwiłam się gdy usłyszałam, że według akademii to najlepszy film 2004 roku. W sumie, jeśli się nie mylę zdobył 7 Oscarów. A mi się nie podobał. Wcale. Może ze 2-3 sceny były niezłe, ale to jeszcze nie powód do 7 Oscarów.
Oto moje Top5 w tej kategorii, możecie mnie rzucać mięsem jeżeli obraziłam wasze ulubione filmy. Tak to wygląda dla mnie. Piszcie swoje typy, jestem niezwykle ciekawa czy ktoś się zawiódł na jakimś moim ulubionym filmie:)
Pozdrawiam
Ania Jarecka





Komentarze
Pokaż komentarze (20)