1. REQUIEM, KV 626 – W.A. MOZART…Genialny Amadeusz nie jest moim najukochańszym kompozytorem, oczywistość i żelazna konsekwencja Jego muzyki są dla mnie często zbyt męczące. Jednak ten żałobny utwór musiał się tutaj znaleźć, gdyż jest wyjątkowy w twórczości Mozarta, może dlatego, że – jak wiemy – opracował go i dokończył (genialnie !) Franz Xaver Süssmayer.
2. ECHOES – PINK FLOYD… Kwintesencja malarstwa Panów Watersa i spółki. Najlepszy, moim zdaniem, utwór w Ich karierze.
3. PRELUDIA OP. 28 – F. CHOPIN…Kocham wszystkie utwory Chopina, od dziecięcego Poloneza g-moll, aż do tragicznego mazurka f-moll. Jednak, gdyby przyszło mi wziąć na bezludną wyspę tylko jeden z Jego utworów, chyba wybrałbym ten cykl 24 Preludiów, który, obok Fantazji f-moll i Barkaroli, uważam za szczyt geniuszu naszego Wielkiego Fryderyka.
4. IN-A-GADDA-DA-VIDA – IRON BUTTERFLY…Od tego wszystko się u mnie zaczęło. Będąc pacholęciem usłyszałem „Ogród Edenu” i był to dla mnie szok, że istnieje taka muzyka. Że teraz trąci myszką ?...a niech tam ! – do dziś mam ciarki na plecach, jak tego słucham !
5. III SYMFONIA – H.M. GÓRECKI…czyż trzeba coś tutaj komentować ?
mohairhead





Komentarze
Pokaż komentarze (16)