Moje typy to:
1. "Hot Rats" - przynajmniej dla mnie - jest to najlepsza płyta Franka Zappy, a jej związki z jazzem zauważył już dawno, dawno temu choćby Joachim Berendt, którego książką "Od raga do rocka. Wszystko o jazzie" kiedyś się zaczytywałem. O niezwykłości tej płyty świadczy fakt, że zawarta na niej muzyka mimo upływu prawie 40 lat (nagrana w 1969 r.) nie trąci myszką i nie zestarzała się, jak stało się to w przypadku całej masy muzyki z tamtego okresu.
Ta płyta jest też niezwykła z innego powodu. Otóż nigdy, ani przedtem ani potem, Frank Zappa nie nagrał płyty, która byłaby tak zdyscyplinowana i jednorodna. Ci, którzy znają twórczość Zappy wiedzą, co mam na myśli. Tym, którzy mniej go znają, wyjaśniam. W tym nagraniu nie ma stałego elementu muzycznego krajobrazu znanego nam z innych jego płyt - to jest pastiszu, kolażowości, pstrokacizny i kontrolowanego, a czasem i nie, chaosu. Tym razem Zappa częstuje nas pozycją na wskroś dojrzałą, przemyślaną. Nie znaczy to, iż jest to płyta na zimno wykalkulowana, a wręcz przeciwnie.
2. "Freak Out" - pierwsza płyta Franka Zappy, wydana pod szyldem THe Mothers Of Invention.Był to pierwszy podwójny longplay w dziejach muzyki rockowej i niewątpliwie jeden z bardziej błyskotliwych debiutów lat 60. Zwłaszcza druga płyta, na której znajdowały się takie muzyczne happeningi jak "Help, I'm A Rock", "It Can't Happen Here", "The Return Of The Son Of Monster Magnet" musiały budzić wówczas szok u słuchaczy.
3. "Burnt Weeny Sandwich" - piękny mozaikowy album, istna pstrokacizna różnych stylów muzycznych, radzę zwrócić uwagę na piękny i długi, improwizowany utwór "The Little House I Used To Live In", ale również na będące klamrami tego albumu pastisze błahych piosenek z lat 50-tych "WPLJValarie"
4. "One Size Fits All" - mam niezwykły sentyment do tej płyty, bo była ona pierwszą jaką kupiłem, ale poza tym to świetna rockowa płyta, a taki utwór jak "Inca Roads" to dowód nieposkromionej wyobraźni Franka Zappy
5. "You Can't Do That On A Stage Anymore Vol. 2 Live In Helsinki" - płyta, a w zasadzie dwie ukazujące Franka Zappę i jego zespół, jak wykonywał te swoje niełatwe utwory na scenie.Można pozazdrościć Finom, że mieli okazję zobaczyć i posłuchać wielkiego artystę. Muzyki dużo, wykonanej z prawdziwą wirtuozerią, ale zwróćcie uwagę na to jak można wykonać fińskie tango ("Satumaa (Finnish Tango)") - rzecz niesamowita
poleca Robred





Komentarze
Pokaż komentarze (12)