1. Bill Russell
Potrafił poświęcić statsy dla dobra zespołu. Zazwyczaj wyżej ocenia się Chamberlaina, ale to drużyna Russella ogrywała drużyny Wilta. Rewelacyjny obrońca, świetny zbieracz i bloker.
2. Wilt Chamberlain
Wszyscy pamiętają o jego 100 punktach, ale na mnie bardziej działają trzy inne statsy:
a) sezon ze średnią 50+ punktów i 25+ zbiórek,
b) sezon, w którym grał średnio 48,5 minuty na mecz (bo czasami były przecież dogrywki),
c) sezon, w którym wygrał kategorię asyst.
3. Shaquille O'Neal
Gracz nierówny, który nie wykorzystał całego talentu i nie zrealizował w pełni potencjału, jakim obdarzyła go bozia, ale w szczycie swojej kariery (sezony od 98/99 do 02/03) grał lepiej niż jakikolwiek inny center przed nim czy po nim. Będąc typowym centrem, grającym "low post", miał więcej asyst niż strat - to się nie zdarza.
Powinien mieć więcej tytułów MVP a ten jeden, który faktycznie dostał, powinien być jednogłośny (wśród stu dwudziestu głosujących dziennikarzy znalazł się jeden kretyn, który dla sławy zagłosował na Iversona).
4. Lew Alcindor (AKA Kareem Abdul Jabbar)
Sky hook. Magic do Kareema. Showtime. Rekord wszechczasów NBA w liczbie zdobytych punktów. 6 tytułów MVP. 19 razy w All Stars. 12 razy w pierwszej piątce NBA. 6 tytułów mistrza NBA. Wystarczy? Nie? Wcześniej 3 tytuły NCAA, razem z drużyną UCLA trenowaną przez legendarnego Johna Woodena.
5. David Robinson
Właśnie Robinson, a nie Olajuwo, Duncan czy Ewing. Dlaczego? W TOP10 rankingu najefektywniejszych sezonów (liczonym przy pomocy tzw. win shares) jest tylko czterech graczy. Mieści się w nim 5 sezonów Jordana, 1 O'Neala (za to jaki!), 1 Garnetta - i 3 Robinsona.
Dla mnie Robinson jest uosobieniem klasy. Nie tylko na boisku: po ukończeniu uczelni a przed rozpoczęciem gry w NBA - odsłużył dwa lata w wojsku.





Komentarze
Pokaż komentarze (7)