Nie te wszystkie duże sprawy. Nie wojny na świecie, nie obłuda polityków i nie PKP. Nic z takich rzeczy. Chodzi mi o te drobiazgi, które potrafią uprzykrzyć życie codzienne. A w skrajnych przypadkach doprowadzić człowieka do szału.
- brak odpowiednich nominałów w bankomacie, ja chcę 20, 50 a on nie. Masz kurwa podjąć 100. A jak podejmę, to przepieprzę i tak. I żyj tu oszczędnie.
- grzanki w Gorących Kubkach. Na jaką cholerę oni to tam dają? Trzeba grzebać się w tym proszku, albo przenosić rozmiękłe na łyżeczce znad biurka do kosza, a jak coś zostanie to jeszcze raz dymać w te i we w te. To tak, jakby ktoś tektury tam nawrzucał.
- kursor odmawiający posłuszeństwa podczas ekspresowej roboty na wczoraj. Jeb! Jeb! Ta zasrana myszka mnie do szału doprowadzi!
- mendziarze, którzy muszą, no po prostu tak muszą zapalić, że odpalają se fajkę jeszcze jak autobus jedzie, a właściwie staje, bo nie mogą 10 sekund poczekać oszczymury.
- jak siadam na fotelu, żeby poplumkać na gitarze i się okazuje, że rozstrojona, a motylek do struny h się kiedyś upierteges i muszę naciągać ją kombinerkami. I te kombinerki zawsze mi moja kobieta przekłada z biurka na parapet i muszę wstawać i je przynosić. Jutro też tam będą :)
FUTRZAK




Komentarze
Pokaż komentarze (16)