3. "Casablanca" Michaela Curtiza - bo teatralny i najbardziej klasyczny z klasycznych:) "We`ll always have Paris... bla bla bla":) Znaczy chlip...
4. "New York New York" Martina Scorsese - a choćby i za Lizę w tytułowym kawałku.
5. "Chicago" Roberta Marshalla - przyznaję, trochę na wyrost. Ale fakt, że taka zdrowa dawka cynizmu w papierku po cukierku to po prostu jest to, co tygrysice lubią najbardziej:) Razzle Dazzle Them!, a dowiesz się, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne mają niebo na ziemi:)
No i brakło miejsca dla "Pulp Fiction", genialnych filmów Inárritu, Coppoli - ojca i córki. I "W samo południe" - najlepszego westernu ever. I dla objechanego ostatnio w Salonie cudnie kameralnego "Miasta gniewu"... I dla Lyncha, ale nie tego starego pryka, co pieprzy od rzeczy, tylko młodego dobrego. I dla Woody`ego Allena, ale jego to by chyba trzeba jakoś w całości. A w ogóle to pewnie zaraz mi się wszystko odmieni i stworzę 10 innych rankingów. Aaaaj. Fajny miałam ten urlop... z magisterką:)
No. To czekam na Wasze 5 filmów, co to na bezludną byście zabrali.
Dobrej nocy,
pazurek




Komentarze
Pokaż komentarze (23)