Przeczytałem właśnie, że krzyż postawiony przez harcerzy przed Pałacem Namiestnikowskim zostaje, a jego obrońcy triumfują. Super. O to chodziło? Wszyscy dostali co chcieli?
Na jednym z portali internetowych obejrzałem galerię zdjęć krzyża i jego obrońców, jak również policji, straży miejskiej i gapiów. Wspaniale. Pobazgrany krzyż, stojący na prowizorycznym stelażu przygniecionym do podłoża kilkoma betonowymi blokami. Krzyż jak krzyż - drewniane elementy łączące się w kształt, który każdy zna. Bazgroły - czyjeś podpisy z datą lub bez. Stelaż - można to określić prowizorycznym cokołem (bardzo prowizorycznym).
Chciałbym, żeby teraz ktoś mi powiedział, czy bazgranie po krzyżu nie jest uderzeniem w godność tego symbolu. Czy szacunek do tego znaku nie wymagałby wyczyszczenia go z dat i nazwisk ludzi, którzy (zakładam, że nie z intencją zniszczenia) chcieli zostawić na tym właśnie krzyżu swój ślad? Krzyż postawili harcerze. Nie wnikam którzy konkretnie, bo to nie ma znaczenia. Młodzi ludzie chcieli zamanifestować swoje uczucia w miejscu, które po katastrofie pod Smoleńskiem stało się dla wielu Polaków miejscem wyjątkowym. Czy ktoś poza tymi, którzy go postawili i umieścili na nim tabliczkę, na której napisane zostało kto i po co go postawił, mieli prawo bazgrać po tym krzyżu, czy zawieszać na nim różne osobiste przedmioty?
Zastanawiam się, czy gdyby nikt nie mówił nic o tym krzyżu, nie wspominał słowem o potrzebie jego usunięcia, a po prostu któregoś dnia przyszedł np. z asystą harcerzy i przeniósł ten krzyż do kościoła, to czy wtedy również byłoby słychać takie głosy, jak teraz. Zastanawiam się, czy ważne jest to, że ten symbol żałoby, jaka ponowała po wydarzeniach 10 kwietnia 2010 r. stał akurat w tym miejscu, czy żeby został zachowany z szacunkiem jako dowód nastroju, jaki zapanował w kraju. Czy prowizoryczny stelaż z betonowymi bloczkami i pobazgrana powierzchnia to właśnie te elementy, które mają pomóc w zachowaniu w pamięci tej atmosfery?
A może ci, którzy wywołali tę całą awanturę - politycy PO, którzy zapowiedzieli usunięcie krzyża i politycy PiS, którzy zapowiedzieli "walkę" o krzyż, wykorzystali uczucia ludzi. Ci od usuwania - antyklerykałów, lewicowców, lewaków, ateistów, liberałów, a ci od "obrony" - ludzi wierzących, dla których wartości chrześcijańskie mają duże znaczenie. Ja mam wrażenie, że politycy wydymali jednych i drugich. Nie słyszałem, żeby krzyż miał być zniszczony - planowano przeniesienie go o kilkaset metrów do miejsca daleko bardziej szacownego, niż miejski chodnik (choćby i przed Pałacem Namiestnikowskim). Nie słyszałem też, żeby ten krzyż miał tam stać wiecznie, bo druga strona wcale tak nie mówiła.
Po raz kolejny Polacy pokazali, że nie potrafią się dogadać sami. I to w związku z tak prostymi sprawami. Wystarczyło przecież wmurować tablicę (nawet w chodnik, tak, jak jest w Krakowie na rynku w miejscu, gdzie Kościuszko składał przysięgę) i byłby spokój. OK, były głosy, że nie tablica, ale pomnik musi być i kropka. Moim zdaniem nawet zwolennicy takiego rozwiązania, po ochłonięciu, stwierdziliby, że to kiepski pomysł - pomnik przed pomnikiem? Lech Kaczyński ma już pomnik i to największy chyba, jaki można mieć w Polsce - został pochowany na Wawelu. Upamiętnienie katastrofy powinno być dokonane raczej w miejscu, które łączyłoby wszystkie jej ofiary, a nie "podporządkowywało" kilkorgu z nich związanych z Pałacem Namiestnikowskim i Kancelarią Prezydenta. I rzeczywiście powinno się znaleźć dobre miejsce, aby postawić pomnik, który będzie przypominał o tej tragedii. Ale niekoniecznie w tym miejscu - tu dobra byłaby tablica.
Patrząc na zdjęcia z wydarzeń pod Pałacem nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie chodzi jednak o krzyż, ale o Prezydenta L. Kaczyńskiego. Widzę jakąś ulotkę, czy po prostu hasło na kartce "Ręce precz od krzyża", ale oprócz tego jest tam też zdjęcie tragicznie zmarłego Prezydenta. Chodzi zatem o krzyż, czy o osobę? Co jest tu ważne - powaga znaku, czy pamięć o osobie?
Szkoda, że Polacy nie znają umiaru. Nie wiemy kiedy przestać się cieszyć (choć to akurat rzadko robimy), kiedy przestać rozpaczać, a szczególnie, kiedy przestać się kłócić. Po prostu nie potrafimy ze sobą rozmawiać, mamy jakiś zero - jedynkowy układ w głowach - ja mam rację, więc Ty jej nie masz i koniec. Potrafimy bez końca robić sobie na złość, zamiast skupić się choć czasem na tym, co jest dla nas wszystkich ważne. Tak samo przykro mi, kiedy patrzę na kilkanaście osób pod krzyżem, które stoją w upale otoczone kordonem straży miejskiej i policji, jak i przykro mi, kiedy widzę kogoś, kto przywiązuje się jakimś sznurkiem do skleconego z desek krzyża i próbuje się przez ten kordon przebijać. Czy "walka" ma polegać na robieniu z krzyża tarana? To może od razu wziąć więcej krzyży i zrobić krzesło i ławkę? A zamiast policji z drugiej strony posłać po wojsko albo co najmniej brygadę antyterrorystyczną? Może zamiast mówić, o rozlewie krwi z powodu prowizorycznie postawionego, pobazgranego krzyża od razu obrzucać "tych złych" butelkami z benzyną? Może czołgi wysłać, żeby rozpędzić to towarzystwo? I tak dalej...
Można się nakręcać wzajemnie i na każdą akcję odpowiadać reakcją mocniejszą i bardziej radykalną. Tylko po co? Po to, żeby paru polityków pogrzało się w blasku fleszy skierowanych na taką awanturę i mogło sobie nałapać punktów? Pewnie... oby tak dalej.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)