Od dłuższego czasu przyglądam się Salonowi. Wreszcie postanowiłem sam założyć tu konto i włączyć się do dyskusji na nasze wspólne tematy.
Jest w Salonie coś, co nie daje mi spokoju. Poziom agresji w dyskusjach. Wczoraj przeczytałem jak niejaki Robred ostrymi, wręcz chamskimi tekstami jechał po niejakiej Maryli. Podobno dostał za to bana, a teksty te przeczytałem, gdyż sama obrażona je wkleiła w jednym z wątków na blogu Freeman'a (o ile dobrze pamiętam). OK, chamstwo trzeba tępić. Ale na blogu Maryli przeczytałem, że jej miotła wymiata wszystkie śmieci. Cóż, można nie lubić swoich adwersarzy, ale od razu per "śmieci"? Zauważyłem, że na jej blogu nie ma zbyt wiele wpisów osób, które nie zgadzają się z jej linią polityczną.
Od razu zastrzegam, że nie przekonuje mnie żadna z obecnie istniejących opcji politycznych w Polsce, każdej można wiele zarzucić i każdą za coś pochwalić. Kiedy robiem sobie jeden z tych testów wyborczych, których jeszcze niedawno było sporo w sieci okazało się, że z prawie wszystkimi partiami w Polsce zgadzam się mniej więcej w tym samym stopniu (oczywiście mowa o zgodności procentowej). Nie znaczy to bynajmniej, że nie mam jasno określonych poglądów. Po prostu, nie przystają one do naszej sceny politycznej. Ale może dzięki temu wszystkim patrzę na ręce w podobny sposób. Oczywiście nie sposób uniknąć sytuacji, w której do jakiegoś polityka czuje się większą, czy mniejszą sympatię, niezależnie od partii, z której pochodzi, ale staram się być obiektywny.
Teraz przejdę do jakichś wynurzeń na temat mojej oceny obecnej sytuacji. I znów nieco przez pryzmat bywalców Salonu. Bo oto czytam, że PO odniosła wielkie zwycięstwo, a PiS dotkliwą klęskę. Chyba jednak nie, bo PO nie może sama rządzić, a PiS powiększył swój skład w Sejmie. Z drugiej strony czytam, że członkowie PO to oszuści i kłamcy, a działacze PiS to krystaliczne postaci, którym nie można nic zarzucić. I znów coś mi nie daje spokoju, bo są w PO przyzwoici ludzie, jak np. Bogdan Zdrojewski, a w PiS są kłamcy, którzy w dodatku wyrażają się w sposób, który drażni mnie u reprezentantów Narodu, jak np. Jacek Kurski. Niestety widzę, że wiele osób nie potrafi się zdobyć na spojrzenie z dystansu i w niektórych przypadkach prezentują niemalże fanatyczne oddanie ludziom, którzy należą do popieranej przez nich opcji. A przecież tak, jak PO ma swoją Sawicką, tak PiS ma swojego Lipca. Prawda leży po środku.
Czas na coś, co wprawia mnie w bezgraniczne zdziwienie. Dowiaduję się bowiem tuż po wyborach, że PiS nie wygrało wyborów przez debatę, w której Jarosław Kaczyński podobno wygrał, a co więcej zdeklasował rywala, czyli Donalda Tuska. Czegoś nie rozumiem. Czy ogłaszanie zwycięstwa po debacie było zatem bezczelnym kłamstwem? Jeśli tak, to gdzie ta odnowa moralna, którą miał reprezentować Jarosław Kaczyński i jego ugrupowanie? Czy chodziło o to, żeby ciemny lud znów coś kupował? Nie lubię bezczelności, a chyba najbardziej bezczelnych kłamstw i dlatego PiS nie dostanie mojego głosu dopóki nie poczuję się przeproszony za takie zachowanie.
Ale oto mamy coś z drugiej strony - Donald Tusk, który wije się jak może próbując wyślizgać się z jednego ze sztandarowych pomysłów PO, czyli podatku liniowego. W tej chwili zaciemnili sytuację do tego stopnia, że już nie wiem, czy chcą go wprowadzić, czy nie. I podobnie jak bezczelnych kłamst, nie lubię śliskich typów, którzy myślą, że gładką gadaniną mogą mnie po prostu tak oczarować, że nie będę w stanie sam myśleć.
Nie wierzę, że ludzie, nawet ci, którzy poszczególne opcje popierają, nie widzą ich niedomagań. Co więcej, uważam że tym bardziej powinno się wytykać błędy tym, których się popiera, bo mądrzy na błędach się uczą.
Przeczytałem dzisiaj 2 wywiady z Jarosławem Kaczyńskim na stronach KPRM. Ktoś z Salonu wrzucił linki w swoim wpisie. Nie wiem jak Premier wytłumaczy mi, że jednak nie poda się do dymisji, choć dwukrotnie ją zapowiedział. Miał odejść ze stanowiska szefa partii, jeśli ta nie zdobędzie 280 mandatów. Zdobyła tylko nieco ponad połowę z tej liczby, więc... Panie Premierze - czekam. Rozumiem, że sytuacja się zmienia, że czasem coś przestaje być aktualne, ale sam Pan mówił - zasady zobowiązują. Widziałem to na wielu billboard'ach. Ale jeśli jednak Jarosław Kaczyński pozostanie szefem PiS, to chciałbym, żeby wytłumaczył się w lepszy sposób, niż kiedy zawierał koalicję z SO i LPR. Wtedy była to "koalicja dobra dla Polski", "koalicja na 4 lata", "konieczność dziejowa". Nie wierzyłem w to. I okazało się, że nie była to dobra koalicja, że nie na 4 lata i że bez tej koalicji Polska nie przestała istnieć. Nie uważam, żeby tamta koalicja była koniecznością. Gdyby szef PiS umiał czasem pójść na kompromis i czasem odpuścić coś mniejszego, żeby zyskać więcej, to myślę, że udałby się nawet rząd mniejszościowy. A może i koalicja z rozkapryszoną PO. Jarosław Kaczyński nie jest człowiekiem dialogu i nikt, nawet jego sympatycy nie będą chyba temu twierdzeniu zaprzeczać. To wódz swojej partii i twardy przeciwnik dla oponentów. Tyle, że kiepski negocjator.
Żeby nie było, że stanowię fragment tego "gigantycznego frontu" złożonego z "Faktów i Mitów" z mordercą ks. Popiełuszki, masy innych mediów i Platformy wrzucę kilka kamyczków i do jej ogródka. Nigdy jeszcze w Parlamencie III RP (bo wg mnie nie ma i nie było żadnej IV RP) nie mieliśmy opozycji tak nijakiej, tak bezbarwnej i tak pozbawionej inicjatywy. Mając 1/3 społeczeństwa za sobą PO przez 2 lata bycia w opozycji pozostawiła po sobie nieprzyjemny smród w postaci poparcia becikowego (które dla mnie jest idiotyzmem, a nie polityką prorodzinną) oraz podobnie mądrego rozwiązania w postaci "ulgi na dziecko". Oba te pomysły PO poparła z głupich przyczyn. Raz na złość rządowi, a drugi raz - bo wybory za pasem i łatwo jest wtedy wydawać pieniądze z budżetu. I niech nikt nie mówi, że te zagrania nie były populistyczne, bo będzie to kolejne bezczelne kłamstwo. Dobrze, że PO wygrała wybory, bo teraz może jej członkowie pokażą, że potrafią coś więcej, niż uprawiać krytykę (zresztą z rzadka tylko konstruktywną). I zobaczymy, czy rzeczywiście uda im się wybudować choć połowę tych autostrad, o których słyszeliśmy w kampanii. Nie żebym wierzył, że którakolwiek partia spełnia do końca swoje obietnice. Nie łyknąłem gładkiego kłamstewka o 3 milionach mieszkań, które miało zbudować PiS i nie łyknę tych autostrad, które szykuje PO. Ale poczekam trochę z jazdą po PO, bo w przeciwieństwie do niektórych, nie waham się użyć tego słowa, oszołomów, którzy występują także w Salonie, nie wymagam, żeby 1000km autostrady powstało w kilka dni po wyborach, tym bardziej, że nie ma jeszcze nowego Sejmu, a rządzi nadal rząd Jarosława Kaczyńskiego. Nie znaczy to, że nie zamierzam w ogóle krytykować PO. Jesli dialog będą prowadzić w stylu podobnym do tego, który zaprezentowało PiS, to będę po nich jeździł jak po łysej kobyle, bo - jak już napisałem - nie znoszę chamstwa i bezczelności.
Strasznie się rozpisałem, jak na pierwszy raz, więc może tyle. I jeszcze prośba - gdyby ktoś miał ochotę wpisać jakiś komentarz na moim blogu, to proszę o kulturę. Bez rzucania w siebie "bolszewikami", "moherami", czy innymi inwektywami. Szanujmy się trochę, bo odnoszę wrażenie, że niektórzy z nas zapominają, że wszyscy (albo prawie wszyscy) jesteśmy Polakami i powinniśmy szukać tego, co mamy wspólne, a nie tego, co nas różni. Wiem, że to banał, ale może trzeba czasem o tym przypomnieć.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)