W "Dzienniku" napisano dziś, że ktoś podobno doradził Prezydentowi w jaki sposób może dowalić Donaldu Tusku. Nie wiem czy to prawda i nie wiem co za idiota wymyślił pomysł, aby w celu wstrzymania obsadzenia służb specjalnych przez ludzi z nowej ekipy wstrzymać się z wydaniem opinii, bez której nie mogą oni zająć tam stanowisk (jeżeli to prawda).
Kretyństwo całego pomysłu polega przede wszystkim na tym, że to po prostu kolejne głupie i prymitywne obchodzenie przepisów. I podobnie jak odwołanie przez Jarosława Kaczyńskiego ministrów po to, aby znów ich powołać, może przynieść raczej negatywne skutki dla Prezydenta.
Dlaczego nazwałem ten pomysł głupim i prymitywnym? Otóż z prostego powodu. Chroniąc się bowiem przed takim wybiegiem Prezydenta można (co oczywiście będzie równie głupie i prymitywne) wskazać Prezydentowi termin, po którym uzna się milczenie za opinię pozytywną. Oczywiście Prezydent nie ma wyznaczonego terminu na wydanie opinii, ale równie oczywiste jest (w każdym razie na gruncie polskiego prawa i orzecznictwa), że organ ma obowiązek korzystania ze swoich kompetencji. Można by tu przeprowadzić długie wnioskowanie, którego konkluzją byłoby stwierdzenie, że skoro zasięga się opinii Prezydenta i jest ona do czegoś niezbędna, to Prezydent jest zobowiązeny taką opinię wydać. Ponadto, sugerując się rozwiązaniami przyjętymi w Kodeksie postępowania administracyjnego (choć oczywiście tylko pomocniczo i w celu znalezienia odpowiednich analogii) można przyjąć, że skoro termin nie został określony, to sprawa powinna być załatwiona niezwłocznie. Tym bardziej, że za przyjęciem takiej interpretacji stoi również fakt, iż chodzi tu o powoływanie szefów służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa, a zatem niezwłoczne działanie najważniejszych jego organów wydaje się być całkowicie logicznym.
O czym ma świadczyć powyższy wywód? Otóż o tym, że politycy na szczytach władzy:
a) są idiotami
b) mają za dużo czasu
c) myślą tylko o swoich prywatnych rozgrywkach
Przede wszystkim bowiem trzeba zadać sobie pytanie czemu służą takie jałowe spory, takie wybiegi, które mają jedynie utrudniać życie przeciwnikom politycznym (bo przecież nie wyeliminują tych przeciwników ze sceny). Według mnie takie zagrywki ośmieszają tylko zagrywającego, co więcej - są czymś, co dyskwalifikuje polityka jako osobę, który naprawdę dba o przestrzeganie prawa, o dobro kraju, o dobre obyczaje.
Uważam, że Lech Kaczyński ma albo słabych doradców, którzy liznąwszy nieco prawa szukają kruczków i haczyków, albo sam kreuje bardzo złą dla swojego wizerunku politykę swojego urzędu. Nie wiem co gorsze.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)