Onet zamieścił taką oto notkę podając informację za Gazetą Wyborczą:
"Minister reklamuje szkołę swojej pracowniczki
"Gazeta Wyborcza": Katarzyna Hall i Bogdan Zdrojewski zaprosili dziennikarzy do szkoły, której fundatorką jest dyrektorka gabinetu politycznego MEN. Ministrowie rządu Donalda Tuska mówili na konferencji prasowej o nowych planach zajęć ze sztuki dla szkół podstawowych. Po konferencji, dziennikarzy zabrano do szkoły, którą zakładała Ligia Krajewska - dziś dyrektorka gabinetu politycznego MEN. Jeszcze w 2006 r. była w prezesem zarządu fundacji szkoły, zrezygnowała z tej funkcji, gdy została radną Warszawy - pisze "GW".
- Nasza szkoła i tak jest bardzo znana. Nie potrzebuje dodatkowej promocji - powiedziała Krajewska w rozmowie z "Gazetą". - Poza tym to szkoła społeczna założona przez fundację non-profit stworzoną przez rodziców - dodała.
- Porozmawiam o tym z minister Hall, choć nie wierzę, by miała złe intencje - skomentowała dla "GW" Julia Pitera, pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją."
Może ktoś mnie oświeci i podpowie po co istnieje stanowisko pełnomocnika Rządu ds. walki z korupcją? Nie wystarczy już Policja, prokuratury, CBA, CBŚ, wywiad skarbowy i całe mnóstwo innych służb i instytucji? Po co w tym niby oszczędnym rządzie Julia Pitera, której działania zaowocowały jedynym wymiernym skutkiem w postaci jakiegoś "raportu", z którego nic nie wynika? Czy warto marnować na to pieniądze? Ja rozumiem, że w skali budżetu państwa są to środki niewielkie. Ale nie chodzi o ich wielkość, tylko o to, czy ma sens ich wydawanie. Julia Pitera jest przykładem na całkowitą zbędność niektórych osób. Nie jest potrzebna w rządzie, nie ma żadnych efektów jej działań, które usprawiedliwiałyby istnienie jej stanowiska. A do tego zwyczajnie robi obciach rządowi. Drugi raz pisze o tej pani i drugi raz nie mam nic dobrego do napisania.
Oczywiście dowalając PO w postaci Julii Pitery nie mogę się powstrzymać przed wytknięciem ostatnich błędów PiS. Kuriozalny "nie do konca autoryzowany" (cokolwiek to znaczy) wywiad Jarosława Kaczyńskiego pokazał tylko jego ignorancję w kwestiach związanych z nowoczesnym funkcjonowaniem społeczeństwa. Rozumiem, że nie ma konta, nie przeszkadza mi, że nie zna się na komputerach, ale analiza profilu "internauty" jakiej dokonał jest dowodem na nieznajomość rzeczy. Nie obraził mnie tym, co powiedział. Po prostu wykazał się ignorancją. Tylko jak teraz chce dotrzeć do młodzieży? Większość z nich używa internetu, głównie do zabawy, czasem do nauki. Oni czują się internautami. Dla mnie internauci to żadna grupa społeczna. To coś jakby mówić o pasażerach komunikacji miejskiej - zbieranina różnych grup społecznych, których łączy jedynie korzystanie z powszechnie dostępnej usługi, czy narzędzia.
Kiedy Jarosław Kaczyński przestanie niweczyć wysiłki (nawet jesli przynoszą one mizerne skutki) swoich tzw. spindoctorów? Ja myslę, że nie przestanie. I myślę, że to będzie przyczyna słabnącej popularności PiS.


Komentarze
Pokaż komentarze