Zdaję sobie sprawę, że wiele osób może się ze mną nie zgodzić, ale uważam, że Prezydent Lech Kaczyński nie powinien podpisywać umowy w sprawie tarczy antyrakietowej. Dla zupełnej jasności dodam, że niechodzi mi o słuszność, czy niesłuszność samego umiejscawianie amerykańskiej instalacji obronnej w Polsce. Ten temat zostawiam zupełnie na boku.
Prezydent nie powinien zniżać się do podpisywania umowy na zawieranej na szczeblu rządowym. Ze strony amerykańskiej umowę ma podpisać osoba, która rangą odpowiada naszemu ministrowi. Dlaczego więc z naszej strony podpisywać ma nie tylko Premier, ale i głowa państwa? Wkurza mnie, że traktujemy przysługę, jaką według mnie jest umożliwienie USA zainstalowania ich systemu obronnego w Polsce, niemal jak jakąś łaskę, za którą powinniśmy być wdzięczni. Brakuje mi symetrii w stosunkach z krajem, którego podobno jesteśmy jednym z najważniejszych sojuszników.
Umowę powinien podpisać z naszej strony nawet nie Premier, a po prostu minister - tak, jak ze strony amerykańskiej. I wreszcie powinniśmy dogadać się w kwestii wiz, bo to stanowczo nie w porządku, abyśmy nadstawiali karku w interesie USA, byli wobec nich lojalni, a jednocześnie byli traktowani jak niemile widziani goście. Wiem, że Pan Prezydent i tak nie posłucha takiego głosu, ale chciałbym, żeby stosunki polsko - amerykańskie były równiejsze, żebyśmy wiedzieli, że nasz szacunek i poświęcenie spotyka się ze wzajemnością.
Jeszcze raz powtórzę - umowa powinna zostać podpisana na takim szczeblu, jaki zaproponowali Amerykanie. Skoro chcą szczebla ministerialnego, to Prezydent powinien się ograniczyć do orędzia, powiedzieć, że cieszy się z jej zawarcia itp. Gdyby przyjechał Prezydent USA, to wtedy niechby sprawa rozegrała się na takim szczeblu. A tak - przyjeżdża amerykański minister, a umowę z nim finalnie podpisuje Prezydent RP, jakby ten minister był mu równy rangą. Nie podoba mi się to.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)