Nieopatrznie obejrzałem rano wiadomości i zobaczyłem pana Chlebowskiego. Jego widok nie jest tym, co sprawiłoby, że będzie się miało dobry dzień, ale nie powoduje jakichś uszkodzeń fizycznych, czy psychicznych. Jednak to, co powiedział (zdaje się wczoraj) poirytowało mnie w stopniu znacznym. Otóż dowiedziałem się, że PO nie ugnie się pprzed szantażem Prezydenta, który dąży do... referendum. PO nie ugnie się zatem przed całkowicie legalnym działaniem legalnego organu, co więcej, najwyraźniej uważa, że wyrażenie woli przez suwerena może być groźne. Abstrahując od tego, czy referendum - jak powiedział Prezydent - w sprawie prywatyzacji szpitali, ma sens, to jednak PO pokazała właśnie, że daleko jej do obywatelskości.
Okazuje się przy tej okazji jak jesteśmy traktowani przez polityków. I to niestety przez wszystkich. Obecnie dla PO jesteśmy motłochem, który niech lepiej się nie wtrąca w poważne sprawy państwa, bo jeszcze coś spieprzy. Dla PiS (nie oszukujmy się, Prezydent może nie być w partii, ale jest "pisowski") jesteśmy pionkami, które pozwolą zaszachować przeciwnika. Naród nie jest podmiotem polityki, jesteśmy przedmiotem, używanym kiedy komuś przyjdzie na to ochota, a potem nawet nas nie odkładają na miejsce, po prostu rzucają w kąt aż do następnej potrzeby.
Kilka razy różne osoby komentując na moim blogu zarzucały mi nienawiść (najczęściej do PiS). Chyba miały rację, w każdym razie w pewnym stopniu. Zaczynam odczuwać nienawiść do polityków. Wszystkich. Tych z polskiej lewicy i prawicy, tych ze środka, z dołu, z góry. Po prostu wszystkich. A ja naprawdę zawsze byłem spokojnym człowiekiem. Zobaczcie coście zrobili...


Komentarze
Pokaż komentarze (18)