12 obserwujących
74 notki
167k odsłon
883 odsłony

Smoleńsk – to miało wyglądać na zwykłą katastrofę – w odpowiedzi blogerowi RobertK

Wykop Skomentuj46

W mojej ostatniej notce bloger K napisał:  Co w tym nielogicznego? Wszystko!  Od świadków (świadków czego?) do zamachowców, którzy chcą dokonać zamachu, ale tylko wtedy, kiedy piloci popełnią błąd i rozbiją samolot. A pewności, czy ktoś nie przeżyje w dalszym ciągu nie mają. A przecież wystarczyło by zdetonować te wydumane bomby na wysokości kilku tysięcy kilometrów i wtedy ten wydumany zamachowiec ma 100% pewności, że nikt nie przeżyje. Nie, wymyślcie coś mądrzejszego, bo to urąga inteligencji dwunastolatka :) 

A przecież wystarczyło by zdetonować te wydumane bomby na wysokości kilku tysięcy kilometrów. Przy takim założeniu nie byłoby cienia wątpliwości, że doszło do zamachu oraz że bombę podłożono w Polsce. Tymczasem założeniem zamachowców było, żeby to wyglądało na zwykły wypadek komunikacyjny. Takie możliwości były tylko w jednym przypadku – do katastrofy musiało dojść na terenie Federacji Rosyjskiej oraz że, badanie tej katastrofy przeprowadzą Rosjanie (Międzypaństwowy Komitet Lotniczy, w skrócie MAK).

Pierwotny plan zakładał, że rządowa maszyna z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej śp. Lechem Kaczynskim rozbije się półtora km od lotniska na zupełnym odludziu. W tym celu Wieża w Smoleńsku zaniżała o pół km odległość od progu pasa (kontroler podawał odległość 2 km, gdy tymczasem maszyna była 2,5 km od progu DS26 lotniska). Takie fałszywe komendy powodowały, że piloci sądzili że są nad ścieżką, a faktycznie byli na niej.

Żeby maszyna rozbiła się przed progiem pasa zamachowcy musieli zneutralizować działanie kółka SPUSK PODIEM, przycisku odejścia GO AROUND oraz zablokować możliwość wyłączenia kanału podłużnego autopilota odpowiedzialnego za prędkość zniżania samolotu. Tylko nieprawdopodobny kunszt polskich pilotów sprawił, że udało się im odejść przy tak niesprawnym ABSU (piloci musieli ciągnąć wolant z siłą 24 kG !!!). – wykresy z raportu MAK na stronie 166 – fig 49.

image

Ponieważ plan A nie wypalił, zamachowcy musieli uruchomić plan B z pancerną brzozą w tle. W tym celu wyłączyli obie radiolatarnie i w to miejsce włączyli radiolatarnie mobilne, które sprawiły, że TU 154 minął dalszą naprowadzającą 6 km od progu pasa w odległości ponad 100 metrów, a bliższą 1 km od DS26 – ponad 50 metrów na lewo od osi pasa.

Inspiracją zamachowców była katastrofa samolotu izraelskiego Boeinga 747 El Al Flight 1862 cargo pod Amsterdamem w 92 roku. W maszynie po osiągnięciu wysokości ok. 2000 metrów oderwał się silnik numer 3, który uderzył w silnik numer 4, który również się oderwał. Odrywający się silnik uszkodził napęd klap, czego nie byli świadomi piloci, którzy postanowili awaryjnie lądować na lotnisku w Amsterdamie. W trakcie podchodzenia do lądowanie piloci przesunęli dźwignie wysuwania klap; klapy na lewym skrzydle wysunęły się, a na prawym uszkodzonym skrzydle nie – były zablokowane. W efekcie powstała duża nierównowaga sił nośnych na obu skrzydłach, która piloci nie byli w stanie skorygować lotkami na obu skrzydłach. Samolot gwałtownie przechylił się i runął na apartamentowiec zabijając kilkudziesięciu jego mieszkańców.

Podobny scenariusz przewidzieli zamachowcy. Pierwsza eksplozja na lewym skrzydle, kilkadziesiąt metrów przed tzw. pancerna brzozą zablokowała mechanizm wysuwania klap, druga – odstrzeliła 6 metrową jego końcówkę, i gdyby nie trzecia eksplozja mieszanki paliwo powietrze na wysokości autokomisu pomiędzy ulicami Gubieńki i Kutuzowa maszyna by odeszła na drugi krąg, a w trakcie chowania klap powstałaby nierównowaga sił nośnych, która spowodowałaby niekontrolowaną beczkę autorotacyjną. Maszyna mająca w zbiornikach 11 ton paliwa runęłaby na ziemię zabijając wszystkich pasażerów będących na pokładzie.

Zdjęcie sat poniżej pokazuje wspomniany autokomis i ulice Gubienli i Kutuzowa

image

Wykop Skomentuj46
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka