0 obserwujących
144 notki
57k odsłon
  90   0

Piractwo to nie kradzież

 

 
Kradzież to słowo zarezerwowane do zabrania fizycznej rzeczy, materialnego przedmiotu. Dlatego ściąganie muzyki, filmów, obrazków, książek, programów nie tylko nie jest kradzieżą – za wyjątkiem tego ostatniego, nie jest nawet przestępstwem. Tylko programy chroni polskie prawo – z reszty można korzystać do woli, pod warunkiem, że się ich nie udostępnia.

 
Kradzież to zło, ponieważ zabieramy właścicielowi możliwość korzystania z jego własności – jego fizycznego przedmiotu. Piractwo to dobro, bo umożliwia demonopolizację posiadania przez kogoś myśli, idei, informacji i danych, które można swobodnie kopiować dla dobra ludzkości – bez straty dla właściciela elektronicznego oryginału.

 
Jak pobieramy muzykę od właściciela, to mu jej nie zabieramy – jedynie umożliwiamy autorowi podzielenie się jego twórczością ze światem. Jeśli twórczość ta jest warta zapoznania się z nią – wysłuchania, to właściciel stanie się wkrótce celebrytą – zostanie więc popularnością wynagrodzony. Na popularności z kolei można obecnie jak i zawsze można było – zarobić ciężkie pieniądze – dużo mamony.

 
Pobierając dzieła z sieci, kopiując czyjąś twórczość i rozpowszechniając ją (za darmo) własnym wysiłkiem – nie okradamy autora – my mu umożliwiamy na tej twórczości zarabianie.

 
Ci którzy twierdzą, że kopiowanie niematerialnych rzeczy to kradzież, nie rozumieją pojęcia kradzieży, której definicja nie opiera się na samym fakcie zabranie rzeczy – lecz na odbieraniu jej właścicielowi. Podczas kopiowania niczego nie odbieramy, wręcz przeciwnie – zarabianie autorowi (choć :) nie pośrednikowi) umożliwiamy.

 
Ochroniarze praw autorskich masowo rozdający wszystkim piętna przestępców, już od dawna są anachroniczni, głupi, wredni i nie przystający do internetowej sytuacji. Dlatego wobec oczywistości faktów i pojęć (których znaczenie oni również muszą dostrzegać) warto by jednak głębiej zastanowić się – na czym polega ich agenda.

 
Z początku można było mniemać, że wszyscy ci ludzie tak gorliwie zwalczający piractwo i ściąganie plików, to tylko słabi intelektualnie, wystraszeni korporacjoniści, którym nie w smak jest utrata potencjalnych zysków – wytwórnie płytowe i inne współczesne pośredniczące hieny.

 
Jednak jest znacznie gorzej. Tak naprawdę oni wcale się nie boją. Zamiast tego chcą przestraszyć wszystkich na około, uczynić wszystkich przestępcami, żeby potem zdzierać ciężkie pieniądze, za tak zwane ugody sądowe i grzywny, czyli dyspensę od nieuchronnego więzienia.

 
Wszyscy kradną, wszyscy są przestępcami” – oto tych antychrystów hasło przewodnie, którym zło przelewa się przez ręce strumieniami.

 
Podłe charaktery starają się nam wmówić, że przestępstwo wypływa z każdej normalnej ludzkiej aktywności – tylko dlatego, że nie jest ona przez nich kontrolowana.

 
Gdyby mieli taką możliwość zakazaliby nam oddychania, tak samo bowiem jak tlen, potrzebna jest wszystkim bliskim sobie ludziom – wymiana najciekawszych i najatrakcyjniejszych zjawisk i idei.

 
W wojnie z piractwem wcale nie chodzi o autorów i twórców. Ordynarnie chodzi jedynie o władzę nad ludzkim stadem. Ten kto może każdą owcę ufarbować na czarno, ma nad nimi władzę, z której wcześniej czy później z premedytacją skorzysta.

 
Tylko ten klej – nazywanie wszystkich przestępcami, trzyma jeszcze w ryzach struktury dawnego ustroju i nie pozwala na swobodną wymianą dóbr kultury i artystycznej twórczości pomiędzy ludźmi. Oni chcą by wszyscy ciągle się bali, to zapobiega społecznym zmianom. Bez powszechności strachu przed nieznanym, nadejdą zupełnie nowe czasy.

 
Taka sytuacja, przejście do wieku wolności źródeł danych, byłaby dla piewców starych zwyczajów – wieków kontroli nad maluczkimi, po prostu katastrofą. Oznaczałaby długo oczekiwaną wolność od monopolistów, jedynych posiadaczy kluczowych kulturowych memów – zlepków informacji.

 
Na masy ludzkie kultura i jej wytwory mają ogromny wpływ – prawie jak zbiorowy seks, prawie jak nic innego. Dzieła kultury są kluczowe dla rozwoju systemu społecznego – one cementują go w sobie i pozwalają mu na rozwój. Dlatego ci którzy mają władzę zabronić ich publicznych wykonań, skonfiskować posiadane zasoby, czy po prostu zamknąć łamiącego tabu twórcę w więzieniu – decydują o stanie ducha i kierunku marszu wielkiego ludzkiego stada.

 
To potężna władza, która jeszcze nie uległa rozmyciu i nieuchronnemu rozpadowi. To tej rewolucji potrzebuje dzisiaj świat. Rewolucji redefinicji prawa autorskiego – umożliwienia powszechności dostępu do dzieł sztuki, wytworów kultury, źródeł danych i kluczowych informacji.

 
Powinno się już dawno uwolnić, upowszechnić, umożliwić swobodny dostęp do dzieł kulturowych każdemu. Wtedy do władzy nad tłumami ludzi, trzeba by mieć jakieś predyspozycje – wygrać konkurencyjną walkę z innymi, dysponującymi tymi samymi wytworami myśli ludzkiej. Dzisiaj szamani globalnej wioski mają jeszcze ułatwione zadanie i nie chcą takiej władzy prawie nikomu, a zwłaszcza wszystkim udostępniać. Nie chcą konkurencji, bo każda władza jej nie znosi.

 
Ostateczne prawo zachowań grup ludzkich posiadających jakąś władzę stanowi:
Każda decydencka grupa, dąży do monopolizacji kontroli nad źródłami swojego panowania.”

 
Dlatego włodarze tworów kulturowych nie lubią zmian. Dlatego ciągle dążą do dalszego ograniczania zasięgu ostatniej oazy wolności i anonimowości jaka pozostała nam jeszcze na świecie – Internetu.

 
Tylko on nam pozostał. W świecie rzeczywistym w przeciwieństwie do poprzednich wieków, nie mamy już bowiem żadnej prywatności i jesteśmy ciągle obserwowani przez miliony kamer, za którymi wcześniej czy później pojawią się ludzie chcący zrobić nam krzywdę.

 
Dlaczego? Ponieważ mogą, a natura ludzka dąży zawsze, tak jak wirusy, podkreślam – zawsze, do wykorzystywania wszystkich możliwości ekspresji i działania.

 
Na naszych oczach powstaje system automatycznej kontroli nad społeczeństwem. Automatycznie – systemowo blokuje się dostęp do piosenek udostępnionych na MySpace, czy Youtube. Zabrania się również udostępniania utworów samym autorom tych piosenek, pozornie posiadającym do nich wszelkie prawa autorskie. W systemie automatyzacji blokowania, nic te prawa nie znaczą.

 
ZAiKS pobiera od publicznych wykonawców tantiemy, nawet gdy udostępniają oni darmową muzykę – na poczet przyszłych wpływów dla autora – jeśli zdecyduje się on „w końcu zmądrzeć” i zastrzec prawa na swoje dzieła.

 
We Francji i Wielkiej Brytanii wkrótce zaczną odcinać za kopiowanie niewłaściwych treści – piractwo będzie tu tylko pretekstem. Co kluczowe – ponieważ nie do ustalenia jest kto konkretnie za danym IP te dane pobierał, po raz pierwszy od wyjścia Europy z czasów barbarzyństwa prawnego – wprowadzona zostanie odpowiedzialność zbiorowa. Będzie się odłączać od sieci całe rodziny, całe gospodarstwa domowe. Niedługo takie prawo zacznie zmuszać wszystkich do wzajemnej podejrzliwości i donoszenia na siebie, celem uniknięcia kary. Wkrótce za donosy, czyli rytualny akt poddania się władzy – ciężkie pieniądze płacić będzie również polska Policja.

 
Internet na naszych oczach jest okrajany i niszczony, podczas gdy tylko tam jeszcze możemy być wolni. Tylko on nam jeszcze pozostał.

 
Świat rzeczywisty przestał być już dawno schronieniem. Nie możemy wyjechać w Bieszczady. GPS i satelity zmieniły ten świat, odkryły, unaoczniły kontrolującym już dawno.

 
W krajach Beneluksu niedługo przymusowo montowane będą nadajniki, przez co władza zawsze będzie wiedziała gdzie samochód się znajduje, kiedy przekracza prędkość i jaki podatek ma do zapłacenia za ilość przejechanych kilometrów.

 
W Londynie za wyrzucenie na ulicę papierka, można być upomnianym przez dyspozytora kamery. Tubalnym głosem płynącym z góry instruuje się obywatela, aby pozostał na miejscu i czekał na strażnika, który wypisze mu mandat. Jak zacznie uciekać straci nie tylko pieniądze, ale i wolność.

 
Paradoksalnie w świecie wolności w sieci, lokalizacja każdego z nas w świecie rzeczywistym jest przydatna. Umożliwia dostatnie życie, lepsze usługi i poszerza nasze możliwości działania. Jednak tak raj może zaistnieć tylko i wyłącznie w przypadku – posiadania przez obywateli wolności słowa, anonimowości oraz nieskrępowanej ekspresji twórczej w świecie wirtualnym – w Internecie.

 
Taką piękną i niezwykle kreatywną przyszłość możemy sami sobie zapewnić uwalniając dane, umożliwiając dostęp do ważnych informacji każdemu. Zapewnimy lepszą przyszłość naszym dzieciom po prostu całkowicie legalizując piractwo czegokolwiek, promując do tego udostępnianie i rozpowszechnianie, wszelkich dóbr kultury, sztuki i technicznego know how.

 
Jeśli nic takiego się nie stanie, czeka nas straszna przyszłość. Możliwości śledzenia fizycznego przemieszczania się przedmiotów za pomocą technologii RFID, ciągłe monitorowanie naszego życia, rozmów, marzeń i preferencji przez sieci kamer, mikrofonów i boty internetowych logów – szybko oduczy naszą władzę jakiejkolwiek samokontroli i odpowiedzialności. To co mogło być dobre i piękne, to co mogło być rajem – stanie się piekłem i koszmarem.

 
Nie możemy do tego dopuścić.

ZibiKendo
Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale