Wielce oświeceni przedstawiciele lobby: „błędnego rozumienia pojęcia własności intelektualnej” – jak długo jeszcze będziecie rozpowszechniać brednie?
Jak długo jeszcze będziecie twierdzić, że piractwo jest kradzieżą?
Jak długo jeszcze będziecie twierdzić, że piractwo to jest podpisywanie się pod czyjąś twórczością?
Plagiat, czyli przywłaszczenie sobie autorstwa czyjegoś dzieła – jest zbrodnią i nie ma niczego wspólnego z piractwem własności intelektualnej, które jest naturalnym ludzkich zachowaniem – do tego godnym pochwały, całkowicie legalnym w wielu krajach. Gdyby nie liczyć programów komputerowych, można by nawet powiedzieć, że całkowicie legalnym również w Polsce.
Piractwo jest kopiowaniem czyjejś własności intelektualnej. W akcie tego kopiowania nie dochodzi do zmian treści, a więc wszystkie podpisy autora, czyli zastrzeżenia dotyczące pochodzenia dzieł, w pełni się zachowują. Więc to właśnie piractwu, autor zawdzięcza wysoką popularność swojej pozycji, dużo większą od tej jaką zapewniłoby mu ścisłe ściganie tych, którzy kopiują bez zezwolenia.
Anachronizmem jest również wymaganie od autora wydawania każdorazowo pozwolenia, przed skopiowaniem jego twórczości – po publicznym jej upowszechnieniu.
Właśnie dlatego wyjątkowo podłym zachowaniem jest, przypisywanie piractwu internetowemu równoważności wobec plagiatu. Plagiat jest kradzieżą tożsamości dotyczącą jakiegoś dzieła. Nie tylko ograbia z zysków właściwego autora, lecz transferuje je w sposób całkowicie nieuprawniony do innej osoby. Plagiat jest więc działaniem komercyjnym, zmierzającym do wzbogacenia się – czy to finansowego, czy czysto prestiżowego – zawsze czyimś kosztem.
Plagiat, był uważany za coś złego i niewłaściwego od samego zarania dziejów. Od starożytności ścigano i tępiono plagiatorów. Z kolei kopiowanie całych dzieł włącznie z podpisami – czyli z uznaniem oryginalnego autorstwa, jest uznawane za coś nieodpowiedniego przez zaledwie garstkę ludzi, całkowicie od niedawna.
Współczesne pełne ograniczeń rozumienie prawa autorskiego, pojawiło się wraz z zapędami angielskiej władzy świeckiej do wprowadzenia powszechnej cenzury. Niestety dzisiaj propaguje je inne anglosaskie mocarstwo – Stany Zjednoczone. Następnie w ciągu ostatnich kilkuset lat, ideę tę skutecznie podtrzymywało lobby wydawnicze, w celu czerpania zysków z pośredniczenia w upowszechnianiu dzieł intelektualnych – często kosztem autorów.
Do dzisiaj autor książki musi przekazać na rzecz wydawnictwa swoje prawa autorskie. Nie może na przykład sprzedać wydawnictwu prawa do publikacji książki, a następnie wydawać ją również własnym sumptem. Takich umów autorom książek się nie proponuje.
Zamiast tego, nawet obecnie zmuszeni są oni dostawać zaledwie kilkanaście procent, poniżej dwudziestu – od ceny każdego sprzedanego egzemplarza – kwintesencji swoich, często wieloletnich zmagań ze słowem i jego autorskim formułowaniem.
Na szczęście dzisiaj rozpowszechnianie książek oraz idei jest znacznie tańsze i znacznie łatwiejsze. Wraz z pojawieniem się Internetu, niewłaściwi posiadacze praw autorskich do książek – wydawnictwa, poczuły się bardzo zagrożone. Wkrótce może się okazać, że autorzy wypracują nowe metody bezpośredniego zarabiania na swojej twórczości – wtedy dawna pozycja wydawnictw ulegnie znaczącemu zdeprecjonowaniu.
Dlatego właśnie w mediach i wśród tak zwanych poczytnych gazet, gdzie lobby wydawnicze jest szczególnie silne – rozpowszechnia się kłamstwa i sieje dezinformację. Prostemu człowiekowi, ci macherzy rzeczywistości, nieustannie starają się wmówić, że kopiowanie treści jest czymś niewłaściwym, a co gorsza przyrównuje się je do osławionego plagiatu.
Zrozumienie dla współczesnego poziomu i upadku naszego systemu edukacji – gdzie tysiące prac magisterskich i licencjackich pada ofiarą plagiatorów, powielenia autorstwa, po wcześniejszym skopiowaniu, pozwala dostrzec źródło tego nieporozumienia.
Jednak kwintesencja piractwa internetowego, jest skrajnie różna od idei plagiatu. Polega ona bowiem na umożliwieniu powszechnego dostępu do najciekawszych i najatrakcyjniejszych dzieł kultury. Pozwala ona na zdobycie szybkiego rozgłosu i pozycji autorom, nie promowanym przez mainstreamowe media. Umożliwia ona dzielenie się wrażeniami przez tysiące ludzi tym, co jeszcze nie zdołały powielić, zbyt wolno działające, nie nadążające za współczesną kulturą papierowe wydawnictwa.
Dlatego właśnie idea piractwa internetowego jest godna pochwały i dlatego właśnie nazywanie i porównywanie jej do działań, niedouczonych uczelnianych plagiatorów – jest oszczerstwem oraz skrajną podłością.
ZibiKendo
Komentarze
Pokaż komentarze (6)