0 obserwujących
144 notki
58k odsłon
  80   0

BP - Bezmiar Profesjonalizmu

 
Nadmiar profesjonalizmu to powinien być komplement. Jednak w XXI wieku już ten termin komplementem nie jest – staje się zwyczajną krytyką niewłaściwej postawy – obelgą, pretensją mas.

 
To właśnie przez profesjonalizm, mamy w zatoce meksykańskiej tak wielki problem z wyciekiem ropy. Wszyscy w tej sytuacji zachowują się tak profesjonalnie, że z powodu skutków tych działań powinno się na nich nasłać profesjonalne mordercę.

 
Koncern BP zachowuje się jak profesjonalna korporacja. Dba przede wszystkim o wizerunek, ponieważ od tego zależy kurs akcji (który dla korporacji jest wszystkim), a zupełnie nie zależy mu na rzeczywistości.

 
Brak odpowiednich zabezpieczeń szybu z powodu oszczędności, możemy jeszcze mu wybaczyć, gdyż nawet prywatny sknera (czyli kapitalista, w przeciwieństwie do pseudokapitalistycznej korporacji) mógłby ryzykować wypadek dla obniżenia kosztów wydobycia.

 
Jednak to, co już po raz drugi, dzieje się po katastrofie, najlepiej pokazuje jak bardzo głupio i nierozsądnie, zarządzane jest współczesne społeczeństwo świata.

 
Pierwszą tragedią była katastrofa tankowca Exxon Valdez w zatoce Świętego Wawrzyńca na Alasce z którą BP też miało nieco wspólnego. Tam też zapewniano najpierw miejscowych rybaków, że wydobycie ropy jest profesjonalne, że nie będzie szkodliwe dla środowiska, a Ameryka musi gdzieś to czarne złoto wydobywać, aby uniezależnić się od dostaw z Bliskiego Wschodu.

 
Potem okazało się, że tor wodny został źle oznaczony i łatwo było z niego zboczyć, co też uczynił Exxon Valdez i rozbił poszycie na skałach. Kiedy kapitan zobaczył wyciekającą z boku tankowca ropę, nie myślał o ratowaniu środowiska naturalnego przed czarną trucizną – myślał co tu zrobić, żeby o rozmiarach głupoty korporacji Alyeska, która była odpowiedzialna za bezpieczeństwo transportu – nie dowiedział się cały świat.

 
Każdy brak pomyślunku firmy o którym dowiedzieliby się poszkodowani, mógłby bezpośrednio przełożyć się na konieczne do zapłacenia w odszkodowaniach pieniądze. Gdyż na wzajemnych odszkodowaniach opiera się zachodni świat. W rezultacie dopiero trzeciego dnia od wycieku – zezwolono na pomoc lokalnych rybaków przy w usuwaniu ropy. Pomimo tego, że byli oni zorganizowani i gotowi do tego od samego początku.

 
To samo robi koncern BP. Stara się zamieść wszystko pod dywan. Ukrywa prawdziwy rozmiar tragedii, zaniżając ilość wyciekającej ropy. Nie dopuszcza cywili w pobliże platformy wydobywczej – z powodów bezpieczeństwa. Aby był ten ostatni powód był wiarygodny, napyla się na unoszącą się ropę trujące chemikalia, które miałyby niby tę ropę neutralizować.

 
Nie wiem jak, setki razy bardziej szkodliwe substancje, pomogą w neutralizowaniu wycieku, ale na pewno nie pomogą środowisku, które miałyby potencjalnie chronić.

 
Drugim profesjonalistą w całej sytuacji jest prezydent USA – Barack Obama.

 
Najpierw populistycznie ogłosił, że BP zapłaci za tą katastrofę, udowadniając tym samym swoje kompleksy, gdyż publicznie udowadniał społeczeństwu, że to on, a nie korporacja decyduje o podziale łupów i pieniędzy.

 
Potem zachował się jeszcze bardziej jak profesjonalista, biorąc odpowiedzialność za całą sytuację jak dyktator, mówiąc, że państwo się wszystkim zajmie, a ludzie mogą się czuć bezpieczni. Deklarował że państwo zrobi wszystko aby uprzątnąć ten bałagan, nawet jeśli będzie to miało trwać wiele lat. Profesjonalna reprezentacja rządowych urzędników spotkała się ponadto z przedstawicielami koncernu, aby wydusić z niego jak najwięcej pieniędzy na usuwanie szkód. To sprawia, że dla nadzorujących i kontrolujących powstaną nowe posady, a koncern stanie się dojną krową – transferującą zyski z wydobycia ropy – bezpośrednio do chcących ciepłych posad urzędników.

 
W rezultacie wyszedł na jaw jeszcze trzeci rodzaj profesjonalizmu prezydenta Obamy – ten polityczny. Nie można gryźć ręki, która klasę polityczną karmi, a korporacje na zabawę wyborcami dają przecież najwięcej pieniędzy, dlatego przez kolejne tygodnie po uspokajającej wyborców deklaracji, nic nie zrobiono – pozostawiając wolną rękę BP w usuwaniu (nie ropy, lecz dokumentów) dowodów i rozmywaniu odpowiedzialności, tak aby władza nad finansami pozostała w rękach wszechwładnej korporacji.

 
W tym czasie starała się ona być bardzo profesjonalna w usuwaniu wycieku. Najpierw zwołała konsylium zastanawiające się co tu zrobić. Potem narzucono tym ekspertom niemożliwą do wykonania dyrektywę – trzeba tak załatać wyciek, żeby ropę z należącego do BP złoża – można było dalej wydobywać.

 
W efekcie stworzono potworka, czyli bliżej nie nazwaną, naprędce zaprojektowaną i pospawaną stalową skorupę, która miała ułatwić pompowanie z niej ropy. To, czy załata ona wyciek było sprawą drugorzędną. Po jej spuszczeniu na dno – okazało się że operacja się udała, ale ropa dalej wycieka, a teraz już, do czasu zrobienia obok nowych odwiertów, nic z tą dziurą oficjalnie nie można zrobić.

 
Ropę na plażach Florydy usuwa się za pomocą papierowych ręczników, choć do usuwania jej z powierzchni wody najlepiej nadaje się siano, zwykła trawa. Może być następnie taki konglomerat łatwo wykorzystany do wszelkiego rodzaju kotłów, a więc ogrzewania normalnych domów.

 
Niestety profesjonaliści używają na pełnym morzu toksycznych chemikaliów, a na wybrzeżu jedynie udają, że coś z zalegającą ropą na piasku mogą zrobić.

 
Ostatnią grupą profesjonalistą, która popisała się przy okazji tej ekologicznej tragedii – są ekolodzy. Organizacje ekologiczne, mające miliony dolarów i tysiące wolontariuszy, od początku wycieku nie zrobiły dla środowiska dokładnie nic.

 
Jedyne co potrafią działacze, to udzielać się w mediach i publicznie krytykować wrednych kapitalistów, czyli koncern. W swoim ideologicznym zacietrzewieniu nie zauważają, że korporacja jako konstrukt intelektualny nie ma z kapitalizmem za wiele wspólnego. Ponadto organizacje ekologiczne profesjonalnie dostosowują się do zarządzeń, że nie należy próbować przeszkadzać BP, w intensywnym nic nie robieniu. Statki ekologów nie podpływają w okolice wycieku, dbając głównie o swoje zdrowie i bezpieczeństwo, bo zagrożenie toksykologiczne jest tam wysokie.

 
To najlepiej pokazuje, że obecnie jakakolwiek profesjonalna organizacja, bądź profesjonalny sposób rozwiązywania problemu traci rację bytu. W przypadku katastrofy o zasięgu globalnym, każdy powinien zrobić coś co pomoże, a nie czekać aż wszystkim zajmą się specjaliści.

 
Wolontariusz może usunąć do własnego wiaderka nieco ropy. Jeśli będą ich tysiące cała plaża bardzo szybko może być czysta. Niestety BP nie tylko nie dopuszcza nikogo, kto nie jest ich pracownikiem w pobliże plaż. Zakazuje także tym ludziom rozmawiać z mediami pod groźbą zwolnienia. To najlepiej pokazuje, że nie mają pomysłu jak „profesjonalnie” rozwiązać ten wielki – masowy wręcz problem.

 
Organizacje ekologiczne powinno się już dawno odciąć od źródeł finansowania. Profesjonalne organizacje pomagających przyrodzie, zamiast środowisku służą już tylko sobie. Każdy z nas powinien mieć nastawienie proekologiczne, to sprawiłoby, że BP bałby się rozpylać nad ropą toksyczne chemikalia, gdyż oznaczało to by gwałtowny spadek kursu ich akcji. Nie można przecież zarabiać pieniądze w sposób niemoralny, kosztem zdrowia tysięcy ludzi, których te toksyny wcześniej, czy później dosięgną.

 
Jednak na koniec nad tym wszystkim powinien stać nieprofesjonalny prezydent Obama. Prezydent, który nie powinien szukać pieniędzy u korporacji na usuwanie szkód, tylko szukać mechanizmów jak najszybszego i skutecznego zatamowania wycieku.

 
Każdy prosty człowiek widziałby cała sytuację wprost, bez skrzywienia profesjonalnego, mniej więcej tak.

 
BP w pogoni za zyskiem spieprzyło sprawę – doszło do wycieku. W tym samym momencie korporacja ta powinna utracić prawa do tych złóż (od razu nie byłoby w ich interesem dalsze wydobycie). Należy ukarać winnych od razu. Ponadto neutralizacją wycieku powinien zając się ktoś zainteresowany stanem środowiska w okolicy. Korporacja rybaków, bądź inna organizacja jak zrzeszenie hoteli, której będzie zależeć na czystych plażach Florydy, które przyciągną turystów.”

 
Wtedy wyciek byłby załatany nieprofesjonalnie już pierwszego dnia. Do otworu wpompowano by dwie betoniarki wysoko gatunkowego cementu. Gdyby to nie pomogło, w ciągu trzech dni wylano by ogromny czop żelbetowy, który w ciągu pierwszego tygodnia opuściłby na dno najbliższy komercyjny dźwig, a nie profesjonalny sprzęt należący do właściwej firmy.

 
Gdyby pomimo nacisku dziesiątek ton betonu, ropa nadal wyciekała powoli z odwiertu, to byłby to wyciek setki razy mniejszy niż na początku.

 
Byłoby dużo czasu na dokonanie odwiertów bocznych zmniejszających ciśnienie. Byłby czas na zarzucenie strefy wycieku tysiącami ton nieprzepuszczalnej gliny przyciśniętej setkami ton głazów i kamieni.

 
W tym samym momencie na powierzchni tysiące nieprofesjonalnych właścicieli kutrów i jachtów zbierałoby ropę unoszącą się na falach przy pomocy bosaków i trawy. Całkowicie na zasadzie wolontariatu. Każdy z tych ludzi miałby interes w zbieraniu ropy. Rybacy chroniliby ryby, swoje pieniądze. Mieszkańcy pobieraliby w ten sposób darmowe paliwo, do zastosowania w każdym normalnym piecu – bo nic nie pali się lepiej jak oblana ropą słoma.

 
Cały wyciek zostałby zniwelowany najwyżej w ciągu trzech tygodni. Wystarczyło podjąć prezydencką decyzję odcinającą partaczy od złoża, jednocześnie powierzając katastrofę finansowo zainteresowanym obróceniem jej w zysk, amatorom.

 
Niestety, w realnym świecie już kolejny miesiąc nad wszystkim czuwają eksperci – którzy będą bohatersko walczyć z problemem, chroniąc swoje grupy interesów, zamiast go po prostu rozwiązać.

 
Dlatego rozmiary katastrofy ciągle rosną, a mnie nóż się w kieszeni otwiera, że dalej społeczeństwo pozwala na to, aby sukcesywny rozwój tej tragedii dalej kontrolowali profesjonaliści.
 
ZibiKendo

 

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale