Dziś są wybory! Niby nic takiego, normalna niedziela w której można iść do lokalu wyborczego i postawić krzyżyk w kratce przy czyimś nazwisku. Ale dla mnie to coś więcej. Dla mnie to dzień magi wyborów. Dzień głosowania ma dla mnie zapach, dźwięk a nawet smak. Dla niektórych głosowanie to obywatelski obowiązek. Ja odczuwam z tego powodu przywilej.
Wszystko zaczęło się właściwie kilkanaście lat temu. Moje pierwsze wybory pamiętam z początku lat 90-tych. Nie wiem co to były za wybory, miałem wtedy kilka lat. Pochodzę z małego miasteczka o nazwie Bytów w woj. pomorskim. Wtedy było jeszcze woj. słupskie. W takich mniejszych miejscowościach inaczej traktowano wybory. To było małe święto. Do lokalu wyborczego jechałem zaraz po sumie o godz. 10, ubrany przez mamę w białą koszulę, żółtym maluchem. Nie jechali w nim tylko moi rodzice, brat i ja. W małym fiacie mieściło się jeszcze kilku sąsiadów.
Moja rodzina głosowała w budynku LO na ulicy Gdańskiej. Budynek bardzo mi się spodobał. W momencie gdy rodzice głosowali ja oglądałem obrazy na fajne obrazy na ścianach. Jest taki zwyczaj że jak się idzie z dziećmi na wybory to one wrzucają karty z głosami do urny. Pamiętam urnę z początku lat 90-tych jako wielką, wręcz gigantyczną. Mama musiała mnie podsadzić bym mógł wrzucić tą kartkę.
Kolejne wybory które pamiętam pochodzą z końca lat 90-tych. Miałem kilkanaście lat i wchodziłem w okres dojrzewania. Wstyd dziś przyznać, ale nie szanowałem moich rodziców. Koledzy mieli rodziców lekarzy, prawników, urzędników, a mój ojciec był tylko traktorzystą który stracił pracę.
Ale były wybory. Pojechaliśmy znowu tym razem niebieskim maluchem. Gdy wysialiśmy z samochodu, tata został kilka metrów z tyłu aby zamknąć samochód. Gdy byliśmy w tym samym LO co dawniej, czekaliśmy na tatę. Gdy cofnąłem się do wejścia zobaczyłem mojego ojca w starej kurtce, co rusz witających się z jakimiś ludźmi wychodzącymi z lokalu. Ci ludzie uśmiechali się i pytali: co słychać? jak idzie?
Wtedy zrozumiałem że moi rodzice są naprawdę kimś. Że ludzie nie wstydzą się podejść do nich i podać ręki. Iż podchodząc do komisji moja mama mogła usłyszeć zdanie rozpoczynające się od stwierdzenia "Pani Irenko...". Wiele bym dał aby za kilka lat tak ludzie się do mnie odnosili.
W XXI wieku byłem na wyborach nie tylko z rodzicami, ale i ze starszą sąsiadką. Poprosiła mnie bym za nią wrzucił kartę do urny. Gdy byłem przy urnie zobaczyłem tą samą wielką skrzynię do której wrzucałem głos będąc dzieckiem. Sięgała mi do pasa. Jak wpadła kartka do środka urny, starszy wąsaty pan z komisji zapytał mnie: "wrzuca pan głos babci?" Rok może dwa lata wcześniej zmarła moja ostatnia babcia. A mimo to jak spojrzałem na moja starszą, podpierającą się o kulach sąsiadkę odpowiedziałem twierdząco. Zobaczyłem na jej twarzy radość. W tamtych wyborach mój ojciec nieświadomie przekazał mi tajemnicę wyborów. Gdy go spytałem dlaczego głosuje na tego człowieka, odparł: "A niech się chłop cieszy". wybory mogą przynieść radość. Startując w wyborach gdy otrzymasz marne 5-6 głosów, uświadom sobie że z pośród kilkudziesięciu kandydatów te 5-6 osób postanowiło ci zaufać, chciało byś to ty ich reprezentował.
Na taki wpis szykowałem się od kilku lat. Dziś mam 22 lata, głosuję we własnym akademiku w Toruniu i aby udać się do lokalu nie muszę nawet zakładać butów. Wystarczą kapcie. Ale dzięki tym drobnym szczegółom z przeszłości jest to dla mnie ważny dzień. Nie dlatego że jest to mój obowiązek, ale dlatego że lubię głosować. Ty masz jeszcze kilka godzin aby zagłosować i zapamiętać własną historię wyborów.
Paweł Gniota
gniota.wordpress.com


Komentarze
Pokaż komentarze (3)