Jest we Wrocławiu osiedle Klecina, ale i jest ulica Klecińska. Są to dwa zupełnie różne miejsca. Na Klecinie była cukrownia, ale ją zlikwidowano. Ulica Klecińska zaczynała się przy ulicy Grabiszyńskiej, zaraz "za FATem", znaczy - za Fabryką Automatów Tokarskich.
Kiedyś FAT był wielkim zakładem eksportujacym obrabiarki i to obrabiarki sterowanr numerycznie. Był to eksportowy hit nad hity, ale po komunalizacji mienia czeka go całkowita likwidacja. Ale ulica Klecińska przecinała tor kolejowy relacji Jelenia Góra - Wrocław. Śmigały tędy pociągi, dwa, trzy a czasem więcej w ciagu godziny. I towarowe, i osobowe. A że przejazd był w poziomie jezdni, rogatki co 5 minut przed planowanym przejazdem były zamykane przez dróżnika. A ulica była wąska, miała jeden pas ruchu w kieunku od ulicy Grabiszyńskiej na Muchobór Wielki i jeden pas ruchu z Muchobora Wielkiego do ulicy Grabiszyńskiej.
Muchobór Wielki był podmiejską wsią, ale w końcu został włączony w granice miasta i stał się atrakcyjnym obszarem mieszkaniowym. Oczywiście intensywnej zabudowy. Wlrótce wąska droga łącząca jedną z głównych arterii miasta (Grabiszyńska) z obszarem bardzo intensywnej zabudowy mieszkaniowej i dalej - jako łącznik w kierunku Pilczyc (osiedle na wylocie z Wrocławia w kierunku Legnicy, Zielonej Góry) dodatkowo co raz zagradzana rogatkami z uwagi na przejeżdżajacy pociąg, stała się czymś w rodzaju ruletki drogowej. Przejazd stąd do Pilczyc trwał kilkanaście minut - jeżeli rogatki nie były zamknięte i mógł trwać nawet ponad godzinę, jeżeli przejazd odbywał się w porze przejazdu pociągu. Tu należy dodać, że przejazd kolejowy w ciągu ulicy Klecińskiej był jednym utrudnieniem, a drugim - były dwa przejazdy na trasie kolejowej (Zielona Góra) Legnica - Wrocław, gdzie albo równocześnie w dwóch miejscach rogatki były zamknięte albo - jak ktoś o tym wiedział - gdy jeden przejazd był zamknięty - często drugi bywał otwarty (był to odcinek kolejowy rozrządowy, dlatego trwał taki cyrk).
Mijały lata i w końcu połączono ulicę Grabiszyńską odcinkiem drogowym z ulicą Powstańców Śląskich (wyjazd z miasta w kierunku autostrady i Kłodzka) ciągiem ulicy Przodowników Pracy - ostatecznie też zmieniajac jej nazwę na ulicę gen. Hallera.
Teraz ten odcinek łączy jednym ciągiem wjazd na obwodnicę (ul. Armii Krajowej) od strony wjazdu do Wrocławia z kierunku Opola (za Księżem Małym), przejazd odcinkiem dawnej ulicy Wiśniowej i przejazd ulicą gen. Hallera do ulicy Klecińskiej - i dalej albo na lotnisko wrocławskie na Strachowicach albo w kierunku na Zieloną Górę ciągiem ulicy Legnickiej lub na Osobowice i dalej na Poznań przez Most Milenijny...
No i trzeba było coś zrobić z odcinkiem drogi brukowanej kostką, tylko z dwoma pasami ruchu i do tego często zamykanym przejazdem kolejowym. Tym bardziej, że po likwidacji lotniska na Pilczycach i wybudowaniu tam ogromnego osiedla mieszkaniowego przejazd tą drogą poważnie odciążał centrum miasta.
Rozwiazaniem była estakada ponad torami kolejowymi w osi ulicy Klecińskiej. W tym celu zlikwidowano część pracowniczych ogrodów działkowych. Ale - jak to "po naszemu" - metodą zbyt krótkiej kołdry - estakadę wybudowano jedynie nad torami kolejowymi i sprowadzono ją jeszcze przed skrzyżowaniem z ulicą Grabiszyńską.
Nie trzeba godzin szczytowych, by poznać ten horror. Po wybudowaniu estakady właściwie zlikwidowano szlak kolejowy przecinajacy ulicę Klecińską, ale korki zaczynają się od Muchoboru Wielkiego (od ulicy Francuskiej) w kierunku ulicy Grabiszyńskiej - tam czterema pasami ruchu część pojazdów mknie w kierunku ulicy Powstańców Śląskich, część skręca w ulicę Grabiszyńską - w lewo - do centrum miasta i w prawo - jest to wyjazd z miasta w kierunku Smolca i Kątów Wrocławskich - są tam kolejne obszary nowej zabudowy wielorodzinnej....
A gdyby tak wybudować ślimaki zjazdowe do ulicy Grabiszyńskiej, ale samą estakadę poprowadzić ponad nią w kierunku ulicy Powstańców Ślaskich ? Cóż, rajcy wrocławscy mają czasami problemy z predentem miasta, który nie zawsze reaguje prawidłowo. Wiadomo, władza nie zawsze widzi wszystko dobrze, ale rozdziela pieniądze. Można zastanowić się - ile pieniędzy wyprowadzono przy okazji budowy estakady ponad torem kolejowym, który stracił swoje znaczenie komunikacyjne i ile teraz wynoszą koszty społeczne w związku z kolumną dwóch pasów ruchu przez czas około 20-40 minut, aby przejechać ulicę Grabiszyńską i znowu stać w korkach ulicy Hallera przed zjazdem w ulicę Powstańcó Śląskich. To jeden kierunek. Drugi kierunek - to droga od ulicy Powstańców Śląskich w kierunku ulicy Klecińskiej. Korek zaczyna się częśto już od ulicy Mieleckiej, by z trudem w dwóch pasach ruchu dotrzeć do wjazdu w ulicę Klecińską od strony ucy Grabiszyńskiej. To samo skrzyżowanie jest "obstawione" samochodami w dwóch pasach ruchu w ciagu ulicy Grabiszyńskiej w kierunku z centrum do ulicy Klecińskiej a sam korek zaczyna się na wysokości Alei Pracy...
Od Oporowa i cmentarza Grabiszyńskiego na razi enie jeździ się, bo trwa przebudowa ulicy Grabiszyńskiej w kierunku Oporowa. Aby tam dotrzeć, trzeba objechać szmat drogi ulicą Avicenny, ale to już inna historia...
W mojej ocenie miasto wydało sporo pieniędzy na przebudowę skrzyżowania ze szlakiem kolejowym, ale nie rozwiązano problemu przejezdności przez ważne skrzyżowanie ulic miasta pozostawiając je jako jednopoziomowe. Obawiam się, że oszczędności poszły już dawno z dymem spalonego przez silniki paliwa w oczekiwaniu na przejazd - co ma miejsce nawet i kilka razy dziennie.
Ulica Klecińska to jeszcze jeden problem gordyjskiego węzła komunikacyjnego. Fizycznie istnieje to możliwość przeprowadzenia toru tramwajowego od ulicy Grabiszyńskiej poprzez Muchobór Mały - łącząc go z ulicą Robotniczą - i dalej już istniejacym szlakiem z centrum miasta. Druga nitka mogłaby poprowadzić tramwaj dalej - do skrzyżowania z ulicą Legnicką i dalej na Most Milenijny - łącząc się nie tylko z trasą w kierunku Centrum-Leśnica, ale i połączyć rejon ulicy Powstańców Ślaskich z Osobowicami - gdzie znajduje się ogromny cmentarz i stamtąd - można poprowadzić drugi pierścień linii okólnej wokół miasta przez kolejne osiedla. Wtedy mielibyśmy we Wrocławiu co najmniej dwa pierścienie okółnej linii tramwajowej łączącej też wszystkie istniejące pętle sieci tramwajowej w układzie średnicowym.
Jednak polityka zatrudniania w systemie BMW (bierny, mierny, ale wierny) prowadzi urzędników do zachowania status quo - czyli - nie dać powodu, by dać się usunąć "za nadgorliwość"...
Więc mamy - co mamy - przejazd przez miasto tam, gdzie zajmuje kilkanaście minut, może "w szczycie" zająć i około godzinę pracy silnika z ciągłym ruszaniem z miejsca oraz dłuższym czekiwaniem na przesunięcie się całej kolumny na dwóch pasach ruchu z szybkością kroku pieszego...



Komentarze
Pokaż komentarze