Grozę sytuacji, w jakiej się znalazła, oddaje najlepiej ten fragment:
"Poczułam się niczym bohaterka filmu Jana Pospieszalskiego i Ewy Stankiewicz pt. "Solidarni 2010" stojąca pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. A nawet gorzej - żadnych solidarnych dookoła nie widać, byłam sama!"
Z przerażenia kłamała, że czyta to, na co ma ochotę, choć, jak nam wyznaje, tak nie jest. Nie przyznała się, że lektura ND to element jej pracy. Incydent odebrał Pani Wiśniewskiej dobry humor. Była wściekła. Jak sama opisuje - sycząc, żądała dla siebie tolerancji.
Na całe zdarzenie można jednak spojrzeć inaczej. To, co się stało powinno napawać Panią Wiśniewską radością i dumą. Reakcja przypadkowych osób świadczy o tym, jak skuteczna jest propaganda, której - chociaż małym, to jednak bardzo istotnym elementem - jest Pani redaktor Gazety Wyborczej (a możejednakbędzie:premia, premia, premia? a potem wódka, wódka, wódka?*)
W końcowym fragmencie, roztrzęsiona lekturą ND i zachowaniem ludzi, w których formowaniu czynnie bierze udział, wyznała:
"(...)broniłam wolności w życiu publicznym. Bo powiedzieć, że broniłam też prawdy jednak byłoby przesadą."
Pani Wiśniewska nie pomyliła się pisząc: "powiedzieć, że broniłam też prawdy jednak byłoby przesadą" -podziwiam ją za szczerość - też zdaje mi się, że nigdy nie broniła prawdy!
To wyznanie ma tak wielką wagę, że wybaczam jej małe, wcześniejsze kłamstewko: "broniłam wolności w życiu publicznym".
Pozdrawiam Panią Wiśniewską i cieszę się, że wyszła zdrowo i cało ze spotkania oko w oko ze swymi (prawdopodobnie) najgorliwszymi czytelnikami.
* Vavamuffin - To on



Komentarze
Pokaż komentarze (1)