"Chcą zastraszyć sędziego Tuleyę" - ale kto? Oto zagadka. I po co? Wszak jest już po wyroku!
- Dostałem wyraźny sygnał: "wiemy, gdzie mieszkasz". Nie zmieniam codziennego rytmu życia, ale przyznaję, że czuję się trochę nieswojo - mówi "Gazecie Wyborczej" sędzia Tuleya.
Kogo powinien bać się sędzia Tuleya?
Może to zemsta doktora G., którego skazał za branie "dowodów wdzięczności"? Może to pracownicy szpitala, podwładni, których miał molestować mobbingiem doktor G. ale Tuleya oczyścił go z tych zarzutów? Może to agenci CBA, którym zarzucił sędzia stosowanie metod stalinowskich? Ale oni, stalinowcy, nie podpisywaliby się przecież maźnięciem na drzwiach. Wiadomo, że ONI wiedzą gdzie każdy z nas mieszka - nie chwaliliby się tym. Wyważyliby drzwi, wywlekli sędziego w pidżamie i umieścili w areszcie, po czym słuch o nim by zaginął. Gdyby było chociaż wiadomo, czym owe drzwi posmarowano, może to rzuciłoby światło na całą sprawę?
Wróblewski sugeruje związek incydentu z artykułem Gmyza o matce sędziego, pyta retorycznie: "A w środę w nocy - czy łączyć to z lustracyjnym tekstem Gmyza - ktoś obsmarował drzwi mieszkania sędziego. Czy może być fizycznie zagrożony?" Pocieszam się, że dopóki są drzwi, za którymi może się bezpiecznie ukryć - chyba nic mu nie grozi.
Nie dowiadujemy się natomiast niczego o tym, czy sędzia złożył doniesienie do organów ścigania o popełnieniu przestępstwa. Wiemy tylko to, że sędzia jest człowiekiem skromnym i skrytym: "Pan sędzia nie chodzi i nie opowiada kolegom, co się wokół niego dzieje". A może po prostu zna ich na tyle dobrze, że im nie ufa. Komuś przecież o drzwiach powiedział. Musiał komuś powiedzieć, skoro w gazecie o tym piszą.
Jest tyle pytań bez odpowiedzi. Ale jedno jest pewne - krąg podejrzanych na tyle jest szeroki, że wydarzenie dostarczy tematu do propagandowych spekulacji na długie miesiące, jeśli nie lata.
A może rozwiązanie jest banalne, może to zawistni SĄSIEDZI? Oni są najgorsi!
No tak, ale oni stosują inne metody. Palą.

Nie można - na razie - odrzucić hipotezy, że to prowokacja "Gazety Wyborczej".
Tuleya: Nikt nie wysmarował mi drzwi
Tuleya: Incydent z drzwiami był
Z wyznań sędziego wynika jednak, mimo niechęci GW, by to uznać, że smarowania drzwi nie bylo, ale był incydent. Nie wiemy, co to jest "incydent z drzwiami". Może drzwi zaatakowały sędziego, kiedy rano wychodził do pracy?
Czy ktoś już wie, co to jest "incydent z drzwiami"? Sam Tuleja stwierdza "nie bylo to posmarowanie drzwi", ale "Gazeta Wyborcza" uważa, że jest to potwierdzenie jej informacji "ktoś posmarował drzwi mieszkania sędziego" ...




Komentarze
Pokaż komentarze