Wreszcie znalazłem kompromis. Jest Pani SZMATĄ - szmatą przez wielkie "S".
Żyjemy odzieleni szybą. Ta szyba jest brudna. Ja nie widzę, co jest po drugiej stronie. Pani jest SZMATĄ, która usuwa kurz i osad - zasłona znika i widzę. Próbuję zrozumieć. Do końca na pewno się nie uda, ale zrobię pierwszy, mały krok.
Nie wiedziałem, że tak wygląda gwałt. Dziewczyna kładzie się naga do łóżka z chłopakiem. Wcześniej, nie jeden raz, robiła mu laskę (to język listu M.). Odbywają stosunek. M. chwali się tym faktem koleżankom. Jest dumna z tego, co się wydarzyło.
A ja byłam zaszczycona, że mogę być z kimś takim, że w ogóle mnie chciał. No to zrobiłam mu tę laskę.
M. staje się seksoholiczką. Na terapii poznaje dziewczyny, które były zgwałcone. Ale nie tak, jak ona. Wobec nich stosowano przemoc fizyczną.
Może to element terapii? M. będzie łatwiej zaakceptować to, co robiła, jeśli będzie żyła ze świadomością, że jest ofiarą.
M. pisze, że nie miała dobrych wzorców, ale wcześniej wyjawia, że wzór katolicki odrzuciła - nie był atrakcyjny. Skarży się, że ani rodzina, ani szkoła nie przygotowali jej ... wcześniej wyjawia jednak, że rodzice dali jej wskazówki techniczno-medyczne.
Nikt mi wcześniej nie powiedział, jak wygląda chodzenie z kimś, bo katolicki klimat czekania aż do ślubu nie był mi w smak. Szkoła nigdy nie wspomniała ani słowem o tym, jak powinny wyglądać relacje seksualne, rodzice przekazali mi głównie wiedzę prewencyjną i medyczną.
(...) Jak już wspomniałam, i podkreślę to jeszcze nieraz, NIKT NIE MÓWIŁ, JAKIE SĄ WZORCE. On mi dawał wzorce. To był mój fundament postrzegania relacji damsko-męskich.
List M. to list osoby, która pragnie rozwiązać stary dylemat: jak zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko?
Pawłowicz, ty szmato!



Komentarze
Pokaż komentarze