W Warszawie jest cmentarz żołnierzy radzieckich. Tam oficerowie mają groby z podanym nazwiskiem i rangą, a żołnierze leżą bezimiennie w mogiłach zbiorowych opatrzonych numerem i małą czerwoną gwiazdą. Gdy upadła komuna, na ten cmentarz zaczęli prywatnie przybywać ludzie z byłego ZSRR. Raz sam widziałem jedną panią o wyglądzie wiejskiej babciuni w chuścinie i młodego człowieka. Ci przybywający na zbiorowych grobach zaczęli umieszczać swoje prywatne tabliczki z nazwiskiem poległego, datą urodzin i śmierci, nieraz ze zdjęciem. Umieszczali też zwykle narodowość zmarłego, np. "Kazach", "Białorusin" i znak wiary - np krzyż prawosławny albo półksiężyc i gwiazdę. Po pięćdziesięciu latach życia grobowego anonimowy człowiek radziecki jak gdyby znikał, umierał i w jego miejsce rodził się powtórnie nowy konkretny człowiek: należacy do narodu i wyznający określoną religię.
47
BLOG





Komentarze
Pokaż komentarze (6)