Studniówkowy karnawał trwa w najlepsze, pod dębowymi drzwiami obitymi najlepszą skórą (tanie państwo nie może być państwem dziadowskim) kłębią się tłumy biednych zajączków, ściskających w swoich przerażonych zajęczych łapkach eleganckie teczuszki, których posiadanie uzależnione jest li tylko wyłącznie od dobrego osądu Salomona z Kaszub, odbywającego swe Donaldalia.
Nieco dalej, w przestronnych korytarzach KPRM kłębią się drapieżniki, najeżone mikrofonami i kamerami, nie zdające sobie sprawy, że uczestniczą w jednym wielkim eksperymencie socjologicznym pt. temat zastępczy. Chociaż, jeśli wierzyć spiskowym teoriom, przynajmniej jedna redakcja telewizyjna i jedna ćwierćredakcja (mniej więcej 3/4 wiarygodności, warsztatu, obiektywności brakuje im do miana pełnoprawnej redakcji) prasowa wiedzą, co w trawie piszczy i aprobują istniejący stan rzeczy, bo też i o czym mają innym mówić, skoro talentu ich ludziom starcza jedynie na powtarzanie popierdółek. Ktoś powie - mogą jeszcze zagrać w tysiąca na wizji, cóż jednak z tego, skoro i tak oszukują.
Donald Tusk jest w takiej komfortowej sytuacji, że może do woli naigrywać się ze stresu swoich biednych podopiecznych, może bronić Arłukowicza jak niepodległości (jakość obu obron jest bardzo podobna i dość krótkotrwała), może też wystawiać oceny w tej szkółce niedzielnej (od ulubionego dnia tygodnia całego rządu). Może wszystko, bo jego nikt i nic przez najbliższe kilka lat nie oceni ani nie wezwie na dywanik. No bo kto? Komorowski? Byłby to paradny spektakl, gdyby dwaj panicze licytowali się na "pracowitość", ale bez wyraźnego schetynopretekstu kruk krukowi oka nie wykole. Naród? A cóż będzie Donalda Tuska obchodziła tłuszcza za kilkadziesiąt miesięcy, gdy w absolutnej ciszy zapali cygaro i spojrzy przez panoramiczne okno na skąpane w słońcu dachy Brukseli, a przez myśl przejdzie bibilijny termin "dokonało się"? To może osąd dziejowy? Też nie, Tusk jest historykiem i wie, że historię piszą zwycięzcy, a zresztą, kiedy to będzie. Zresztą, w przyjaznej (niektórym) politycznym nestorom Rzeczypospolitej wiedzie się całkiem zacnie, nawet jeśli coś tam kiedyś przeskrobali. Czasem się takiego staruszka po sądach pociąga, ale wiadomo - ruch w pewnym wieku jest zbawienny.
Dlatego mam dla premiera dobrą radę. Zaskocz pan wszystkich i oceń się sam. Niechże Bielecki czy inny Ostachowicz napisze panu doskonałą, pełną górnolotnych słów cenzurkę. Albo poproś pan swoich znajomych, by oni poprosili swoich znajomych, a tamci z kolei znajomi mają już prostą drogę do znajomych Urbana (wywód skomplikowany, ale ważne, by pozornie nic tej dwójki nie łączyło) - on panu machnie takie przemówienie, że hej. W tak zwanym old fashion style. Będzie i że żałujemy, i że zawiedliśmy, a jednocześnie dajcie nam szansę, bo my wiemy jak ten wózek dalej pociągnąć. Media, a za nimi naród, przyklasną i ten słabiutki początek 2012 roku będzie niebawem tylko złym wspomnieniem.
A taka cenzurka dobra rzecz - może być niezłym konspektem na przyszłą mowę obrończą, gdyby europejskie miraże miały się jednak nie spełnić. Tfu, na psa urok. Spełnią się na pewno, żadnego Trybunału Stanu czy innych dziwactw nie będzie. Tylko dopilnować trzeba, by taki jeden, co to się nie dostał do Parlamentu (a z takim nazwiskiem ma przechlapane na amerykańskich lotniskach) trzymał buzię na kłódkę. No ale po to się go obok hoduje, nieprawdaż?
349
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)