trescharchi trescharchi
1107
BLOG

Operacja "Stadion" udana, ale pacjent jednak zmarł.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 6

Wreszcie mamy Stadion Narodowy. Dumę Polaków i Dumę Stolicy - jak zaanonsował Dariusz Ciszewski (primo voto Szpakowski), a utwierdzić Nas w tym przekonaniu mieli dziennikarze w studio, na trybunach, przed stadionem, na murawie, na ulicach - słowem stado baranków legitymujących decyzję o bezsensie płacenia abonamentu. Lukru było więcej niż na tłusty czwartek - ale umówmy się, że w TVP nikt jeszcze nie odwołał propagandy sukcesu sprzed kilku dekad, i ktokolwiek rządzi (czyt. obstawia stanowiska) - wazelina płynie takim samym bystrym nurtem.

Sam Stadion robi wrażenie, rzecz jasna - duży, czysty, elegancki. Widać, że wszyscy zasłużyli na swoje premie, abstrahując od tego, co jeszcze zamierza kręcić w tej sprawie ministra Mucha (którą kto wziął w obronę? hę? no a jakże - profesora Środa - co do której pasuje klasyczny cytat: "sfiksowała, bo dawno chłopa nie miała"). Toteż podejrzewam, że eks-Kapler siedział sobie wygodnie przed stucalową plazmą (kto bogatemu zabroni?), pił jasia wędrowniczka i co pięć minut odświeżał stronę z kontem internetowym, czekając na przelew.

Stadion więc piękny, ale tak to już jest, że skoro przepłaciło się kilkakrotnie, to chwalić trzeba bezwarunkowo. Swoją drogą ciekawe, czy przy budowie "wyżywiło" się tyle gęb, że same zdołałyby wypełnić trybuny co do jednego miejsca? Zakładam, że tak. Więc jakby co - o frekwencje martwić się nie trzeba, nagle wzbogaceni nuworysze sami przyjdą w geście wdzięczności.

Najważniejsze jest jednak, by plusy nie przysłoniły minusów, a tych było całkiem sporo. O poziomie piłkarskim widowska mówić wiele nie trzeba - starczy poczytać notki Marka Migalskiego, by odnaleźć ten sam polot, finezję i wigor. Poza tym. Nie pokazano prezydenta - być może akurat stał w kolejce po McBigos. Nie pokazano Wielkiej Dobrodziejki Stadionu, która nie pozwoliła zniszczyć go przez barbarzyńskie hordy kiboli Wisły i Legii. Pokazano za to Premiera i jego osobiste sumienie - Pawła Grasia. To też zaliczam do minusów, podobnie jak zbyt mocną klimatyzację w loży honorowej, proszę to koniecznie poprawić, bo biedak Graś miał aż czerwoną twarz i dziwnie się uśmiechał, łapiąc powietrze.

A podstawowym minusem, który wkurzył mnie niemożebnie i utwierdził w przekonaniu, ze Euro będzie jednym wielkim wakacyjnym paraliżem jest to, że zablokowano pół Stolicy z okazji jednego meczu, w dodatku rozgrywanego wieczorową porą. No cóż, zbudowanie Stadionu w samym środku Warszawy, przy najważniejszych mostach łączych dwie części miasta, to będzie w przyszłości bardzo boleć. Setkom policjantów trzeba było wypłacić nadgodziny. Ludzie czekali na wejście i wyjście horrendalną ilość czasu. Okoliczni mieszkańcy klęli na czym świat stoi, bo też nimi specjalnie nikt się nie przejmował, zamykając drogi, wrzucając zakazy parkowania, etc.. To jakaś polska specjalność, jaranie się byle meczem w stopniu nieadekwatnym do rangi. Na starym Stadionie Śląskim były takie same śmiechu warte podniety - kierowcy już dajmy na to w Jaworznie musieli pakować na szyby białe kartki, coby policja w Jaworznie wiedziała, że oni jadą do Chorzowa na mecz (czy koncert). Oj, boję się tego Euro. Nie tylko sportowo.

Czy premier dziś ogłosi, że Joanna Mucha zdała test? A jeśli tak, to wytłumaczy, jakie były kryteria?

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka