trescharchi trescharchi
484
BLOG

Panie Donaldzie, gdzie leży Polska?

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 0

Owszem, tytuł można podciągnąć pod mowę nienawiści - ostatni krzyk mody w sejmowych korytarzach. Podejmę ryzyko, a na biegłego zaproszę Stefana Niesiołowskiego, o ile znajdzie czas w natłoku...no, w jakimś natłoku czegoś, cokolwiek on tam robi. Imputowanie premierowi braku znajomości geografii jest obraźliwe, aczkolwiek - niestety - trafne. Rozumiem, że przez malutki iluminator można dostrzec co najwyżej (i przy dobrej pogodzie) szczegóły trasy Gdańsk - Warszawa - Gdańsk, ale po szefie rządu można było spodziewać się nieco więcej. Donald Tusk jest geograficzną nogą, co dziwi, bo kiedy człowiek w młodym wieku wlezie na komin i zachwyci się krajobrazem, to miłość do map zostać powinna na całe życie.

Dlaczego zatem podejmuję niebezpieczną grę z Kaszubskim Tygrysem? Ano, bo czuję się przez Donalda Tuska oszukany. Wróć - oszukany może czuć się człowiek, który kiedykolwiek w coś uwierzył, a dla mnie nawet "miłego dnia" w ustach premiera brzmi jakoś nieprzekonywująco. Więc inaczej - mam do Donalda Tuska żal, że oszukuje tych, co w niego wierzą. Przeoczył pewien szczegół - żeby oszustwo było wiarygodne, należałoby skonfiskować wszystkie mapy i atlasy w Polsce. A tak - oszustwo niedopracowane, każdy myślący (i chcący samodzielnie myśleć - to nie zawsze idzie w parze) człowiek otworzy sobie mapę Europy Środkowo-Wschodniej i bach! Blaga kadencji obalona.

Donald Tusk przez całą poprzednią czterolatkę, jak i w obecnej kadencji, starał się swoim wiernym padawanom wmówić, że Polskę i Rosję dzielą jakieś mityczne krainy, zamieszkane przez mitycznych elfów, orków, krasnoludów, słowem zbieraninę, która gwarantuje wieczną nietykalność i to, że Oko Moskiewskiego Saurona nigdy nie zwróci uwagi na Zieloną Wyspę. Przepraszam, jeśli zalatuje za bardzo literaturą fantasy, ale staram się dostosować do konwencji polityki zagranicznej rządu.

Tymczasem jeden prosty rzut oka na mapę polityczną - i już wiadomo, że Rosja leży niebezpiecznie blisko Polski. Mimo tego oczywistego faktu Donald Tusk karmi nas opowieściami o idylli w stosunkach wzajemnych, o poszanowaniu praw jednej i drugiej strony, o tym, że wszystko z Rosją da się załatwić na kolanach, bo są więksi i nie wypada machać szabelką.

Polecam Donaldowi Tuskowi w wolnej chwili (o ile ten zapracowany mąż stanu takowe posiada) pograć w grę komputerową Europa Universalis. Nawet programiści tworzący prosty zbitek pikseli pomyśleli o czymś takim, jak strefy wpływów. Premierze, to, że my (już w rzeczywistym świecie, wracamy!) nie czujemy potrzeby posiadania takowych stref (w imię wzajemnego poszanowania praw w Unii - jednostronnego wszakże), to nie znaczy, że rosyjski kolos wyprze się swojej natury. 

Dlaczego piszę to wszystko? Ha, wikiprzecieki ujawniły, że Kreml w najlepsze rozgrywa swoje szachy w "niepodległej" Ukrainie niczym za starych, dobrych czasów Katarzyny Wielkiej albo Wujka Joe. Czym, jak nie zgwałceniem suwerenności nazwać zgodę Janukowycza na "rosyjskich doradców" i "uzgadnianie nominacji rządowych"? Nie zapominajmy też o gnijącej w więzieniu pięknej Julii, która według depesz też ma swoje za wymyślnymi kokami, i też próbowała kupić sobie przychylność Putina.

Zatem, Donaldzie Tusku, nie wystarczy poszwargotać w uśmiechu kilka słów po białorusku i cieszyć się do kamer. Lepiej niech pan otworzy atlas, i spojrzy, gdzie Ukraina i gdzie Polska. Niebezpiecznie blisko, co?
Chyba, że jakiś młody, uprzejmy asystent polityczny w nienagannie skrojonym kwadratowym garniutrze, którego dostał pan z polecenia, podejdzie z życzliwym kiwaniem głową, zatrzaśnie mapy i mruknie : "Tisze jediesz, dalsze budiesz, Donaldzie Donaldonowiczu".

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka