Wydawałoby się, że w cywilizowanym kraju o dojrzałej demokracji - a taki obraz Polski wyłania się na każdorazowej konferencji organizowanej przez rząd - osoby takie jak Mirosław Drzewiecki, zamieszane w niejasne powiązania biznesowo-polityczne, skompromitowane aferą finansową powinny na zawsze wypaść z polityki, ba, z życia publicznego, a Donald Tusk prochy jego winien umieścić w nieznanym miejscu i posypać solą. No, ale jak mówił sam zainteresowany - Polska dziki kraj, a premier toleruje u swojego boku Pawła Grasia, więc cudów politycznej klasy spodziewać się nie można (swoją drogą, czy kiedy Graś zostanie skazany, będziemy świadkami wymazywania jego postaci ze wspólnych zdjęć z Tuskiem, jak to drzewiej w innym systemie bywało?).
Może być też tak, że Tuskowi wygodniej było uwierzyć w wersję Mirosława Sekuły, i uznać, że jak 90% skazanych Drzewiecki (i biedny, spocony pod pręgiem fałszywych oskarżeń Chlebowski) cierpi za niewinność. W końcu Sekuła uhonorowany został stanowiskiem rzecznika dyscypliny finansów publicznych(czy Vincent wie, że finanse publiczne w Polsce powinny mieć jakowąś dyscyplinę?) - a tam przyjmuje się tylko osoby o nieposzlakowanej opinii, które nigdy nie zbrukały się kłamstwem, krzywoprzysięstwem czy prostackim dzieleniem prawdy na "prawdę" i "prawdę partyjną".
W każdym razie, z okazji inaugracji Narodowego, Donald Tusk uznał za stosowne pochwalić zarówno budowniczę Muchę jak i Mira właśnie - " Trzeba im to oddać, że naprawdę, mimo wszystko, zrobili kawał dobrej roboty, przy wszystkich wątpliwościach czy zastrzeżeniach dotyczących okoliczności niektórych decyzji czy działań". Brzmi to naprawdę pięknie, że potrafili robić coś mimo zastrzeżeń dotyczących niektórych okoliczności. Pewien do końca nie jestem, ale rozchodzi się chyba o kilkakrotne przekroczenie kosztów budowy i karygodne obsuwy czasowe - za taką listę grzechów w szanującej się prywatnej firmie nie tylko poleciałyby głowy, ale poleciałyby z tak wysmarowanym wilczym biletem, że dla odpowiedzialnych byłoby to śmiercią zawodową. No cóż, rząd przypomina raczej syndyka masy upadłościowej, niż rzutkiego menedżera, toteż jest im pewnie doskonale obojętne, za ile, kiedy i jak. Byleby otwarcie było huczne, a wpadki przykryje się tematami zastępczymi. A jeśli już gniew ludu przeleje czarę goryczy, rzuci się jakiegoś Kaplera na pożarcie.
Donald Tusk podzielił się również swoją wrażliwością patriotyczną, uznając, że kilkadziesiąt tysięcy ludzi śpiewających wspólnie hymn Polski to jednak wielka rzecz. Jakże inna od małej rzeczy, gdy grupka 200 (tak podawał TVN, więc tylu było) faszystów w Święto Niepodległości profanuje hymn i flagi, w swoich żałosnych marszach z pochodniami.
Przy okazji, nie można byłoby za coś podziękować Zbychowi? Facet pewnie do dzisiaj nie otrząsnął się po "niespodziewanej" porażce w wyborach, gdy oddając się pod ocenę ludu chciał potwierdzić swoje "nieskalane" imię.
342
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)