Śledztwo w sprawie wybryku "nieprzepadającego" za Komorowskim Roberta Frycza przedłużono o kolejne trzy miesiące. Podobnie jak w sprawie "lumpen-terrorysty" Huberta H. cała ociężała machina młynów sprawiedliwości beztrosko przeżera państwowy grosz w imię...właściwie nie wiadomo w imię czego. Być może mamy do czynienia z najdoskonalszym przykładem perpetuum mobile w historii polskiego sądownictwa - działanie tylko po to, by działać.
Abstrahując od śmiesznej medialnej szopki z majowym nachodzeniem mieszkania, zabezpieczaniem laptopów, porywaniem nośników, zwędzeniem szczoteczki do zębów pod kątem DNA, wystraszeniu sąsiadów i zepsuciu dzieciakowi opinii na dzielnicy - nie jestem przekonany, czy trzyliterowy majestat ABW to odpowiednia instytucja do wyłapywania takich gagatków. Frycz też nie był przekonany, i oddał sprawę do prokuratury, a ta orzekła, że istotnie, ktoś popełnił bardzo rozpowszechniony w azjatyckich manierach Polskiej polityki grzech nadgorliwości i ABW nie miała kompetencji (ni podstaw prawnych) do ścigania znieważenia głowy państwa.
Mimo tego sprawa toczy się nadal - a cała piotrkowska prokuratora dumnie pręży pawie pióra, jacy to są ważni, i jak to dobrę imię Rzeczypospolitej spoczywa na ich zmęczonych barkach. Chłopak też przestraszony - nie wiadomo, czy dlatego, że spaprał sobie papiery już na studiach, a rynek pracy bywa różny (mimo Zielonej Wyspy i zapewnień Vincenta), czy zdał sobie sprawę, iż humor i jakość materiałów zamieszczanych na AntyKomorze wysokich lotów nie była i w dość nieciekawym świetle stawia jego poczucie humoru. Ale kto wie, naoglądał się być może szkieł kontaktowych i setek stron www o Kaczorach - i naszła go ochota, by i drugą stronę ukąsić czym równie żenującym.
Igrzyska trwają w dalszym ciągu, i nikt nie ma pomysłu jak wyjść z zaklętego kręgu z twarzą. Obrywa się nawet Komorowskiemu, mimo, że facet uroczyście zapewnia (niestety dla niego, sam sobie na to zasłużył, że nikt poważnie jakichkolwiek jego zapewnień nie traktuje) że nie miał z tym nic wspólnego - a i tak wychodzi na zadufanego w sobie prześladowcę studentów. Przy każdej takiej sprawie jak aborygeński bumerang powraca temat zmiany przepisów, żeby powagi państwa nie angażować w takie durnoty. I jak zwykle kończy się na mowie-trawie z której nic nie wynika, a biorąc pod uwagę postępujące zezwierzęcenie internetu - takich kwiatków czeka nas w przyszłości o wiele więcej. Pal licho, że trąbią o tym bez umiaru wszystkie media. Gorzej, że to kosztuje, a do krezusów nie należymy.
A na koniec interesująca ciekawostka. ABW oczywiście się broni, podkreślając między innymi, że na stronie były zdjęcia przedstawiające Komorowskiego jako "homoseksualistę". Pani pełnomocnico! Larum grają!
2285
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (12)