trescharchi trescharchi
1090
BLOG

Rząd dorzyna wojsko.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 20

Ktoś powie - po cóż Polsce dzisiaj armia? Co Nam grozi? Bundeswehra jest tworem "pokojowym", nawet rozdała Nam trochę czołgów (z przemożnych nudów tamtejsi wojacy malują znaki Afrika Korps na swoich afgańskich wozach). Rosja? Ależ nie, to stabilny, odpowiedzialny reżim, życzliwy Naszemu krajowi i dopiero reanimujący swoją dogorywającą siłę zbrojną. Łukaszenka? O tak, Batiuszka jako jedyny nie miałby skrupułów, a walki na froncie terespolskim byłby długie, wyrównane i krwawe. Trwałyby mniej więcej dzień - wraże armie policytowałby się, kto jest żałośniej uzbrojony, kto ma mniejszy przydział amunicji, a potem upilłyby się na wschodnią modłę.

Niemniej - zwłaszcza w świetle wydumanych mrzonek o stworzeniu jakichś wspólnych sił europejskich (planowanie operacji zbrojnej w "brukselskim" stylu byłoby doprawdy komiczne) warto posiadać dobrą armię, bo licho nigdy nie śpi. Nie ubędzie Nam niczego poza forsą, a umówmy się, tyle złociszy przelewa się beztrosko przez palce na zupełnie niepotrzebne bzdury, że wydatki na słuszną, zbrojną sprawę będą kroplą w morzu.

Obecnie wojsko liczy niespełna sto tysięcy ludzi (szabel? bagnetów? manierek?) i jest to najmniejsza liczba od bardzo, bardzo dawna. Z uwagi na żebracze żołdy i brak rozwoju zawodowego mundur zrzucają najmłodsi żołnierze. W koszarach pozostają za to pułkownikowie i generałowie, których jest niemal 1600, co nieco dewaluuje pojęcie wyższej kadry oficerskiej, skoro dziś generał, by znaleźć sobie coś do dowodzenia, musiałby stanąć na czele batalionu.

Dziesiątki nieprzemyślanych reform, niejasne powiązania lobbystów z siłami zbrojnymi, miliony złotych chowane pod kurtki moro, nad którymi nikt nie ma kontroli, wojskowa prokuratora w rozsypce z Mikołajem "Snajperem" Przybyłem na czele, czteroletnia kadencja Posępnego Pacyfisty, blamaż NSR - wymieniać można w nieskończoność, aż pięści się zaciskają, a byli wiarusi przewracają się w grobach. Siemoniak zabrał się za oczyszczanie tej Stajni Augiasza, ale "opór materii" jest potworny, i prędzej raczej wykorkuje na zawał z przepracowania, jak śp. minister Bączkowski, niż cokolwiek trwale zmieni.

Cała wierchuszka oficerów jest przystosowana do armii dwukrotnie większej niż obecnie - czyli mamy wykwit wyższych szarż, którym już niebawem trzeba będzie płacić sowite emeryturki, a których Komorowski z pasją bobasa, co dostał do rączek nową zabawkę, awansuje bez umiaru i bez zastanowienia. To już nawet nie wstyd, to już hańba, że były minister obrony, który rzekomo tak hołubi wojsko, nie robi nic a nic, by chociaż postawić diagnozę gangreny. Acz kadencja ministerialna Komorowskiego jest bogata o ciemne, niewyjaśnione kwestie i może prezydent boi się wywlekania afer na światło dzienne.

Gdym dowiedział się, że profesor od pszczółek jest przewodniczącym komisji obrony narodowej, wpierw wpadłem w stupor. Primo, komisja powinna nosić miano ataku narodowego, po drugie - widziałbym samego Niesiołowskiego, na czele wojska, w berserkerskim szale bojowym - na to nadaje się idealnie, stąd obsada stanowiska wyjątkowo celna. Niemniej, na profesora zawsze można liczyć, że będzie bronił przegranej sprawy niczym Westerplatte: "Osiągnięciem wolnej, demokratycznej Polski jest likwidacja powszechnego poboru i trwająca profesjonalizacja armii". Ot, na taki komentarz zdobył się przewodniczący komisji, odmawiając rozmowy o kryzysie wojska.

Żadnego kryzysu wszak nie ma. Jest po prostu awansowanie zasłużonych ludzi na zasłużone szarże generalskie. Nieprawdaż, panie Janicki?

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka