Najlepszy geolog wśród lekarzy i najbardziej fachowy lekarz (specjalność wyuczona ex post - patolog) wśród geologów - marszałka Ewa Kopacz rozzeźliła się zachowaniem parlamentarnej hałastry, i niczym Brudny Harry planuje zaprowadzić porządek. Zabiera się do dzieła z konkretnością i stanowczością - identyczną, jak jej niezachwiane przekonanie, że smoleńską ziemię przekopano na metr głębokości. O ile wiem, tak z ludzkiej przyzwoitości (nie zawracam marszałce głowy jakąś przysięgą Hipokratesa, co to, to nie) Ewa Kopacz nigdy za swoje rojenia nie przeprosiła. Cóż, kwestia wychowania i kindersztuby. Ktoś, kto trzymał w garści cały medyczny Szydłowiec, nie będzie przecież się na arenie krajowej zniżał do jakiegoś kajania się.
Dygresja smoleńska cokolwiek przydługa, ale gdy widzę Ewę Kopacz w asyście jej miny nr 1 (innych min nie posiada, nawet podczas "uśmiechu" - marszałka zawsze wygląda na zwartą i gotową do przyłożenia z tzw. "byka") to wciąż mi się kojarzy. Tymczasem dbającej o godność polskiego parlamentaryzmu marszałce wyjątkowo nie spodobało się zachowanie opozycji podczas debaty o Grupie Lotos i zachowaniu przez Polskę pakietu większościowego. Okrzyki "PO" i "Rosja" występowały zdaniem Kopacz za często i za blisko siebie, by można to puścić płazem - ktoś jeszcze może coś skojarzyć, coś w Internecie pogrzebać i wyciągnąć niebezpieczne wnioski, jak to z tym "ociepleniem" stosunków bywało i bywa.
Marszałka oceniła , że aktualnie kary dla posłów są "dość ubogie". Umyśliła zatem - uderzmy darmozjadów po kieszeniach, niech Komisja Etyki Poselskiej przestanie być sztucznym tworem i rozdaje sankcje finansowe na prawo (zwłaszcza na prawo) i lewo. Interesująco jawią się również cytaty o "walce o lepszy wizerunek Sejmu" (przy czym "lepszy" i "Sejmu" to klasyczny oksymoron) czy też: "dobrze by było, gdyby ekscesy nie burzyły wizerunku pracowitych i przygotowanych merytorycznie posłów".Widać wyraźnie, że bezlitosna pani doktora rozsierdziła się nie na żarty, i brania jeńców nie będzie.
W czeluściach sieci krąży filmik, pokazujący jak ówczesny marszałek Niesiołowski (Rataj przewraca się w grobie) radzi sobie z przekraczającymi czas wystąpień posłami - zupełnym przypadkiem, akurat z opozycji. Po prostu wyłącza im mikrofony, burcząc pod nosem z właściwą sobie kulturą, taktem i dobrym wychowaniem: "zleźta już z mównicy". Nieważne - czy ktoś mówił z sensem, czy ktoś zadawał niewygodne pytania, czy ktoś bredził - reakcja zawsze była taka sama i dokładnie w stylu Profesora.
Projekty Kopacz w świetle powyższego są pewnym krokiem w cywilizowane naprzód. Pod jednym, istotnym zastrzeżeniem, że sankcje będą dowalane wszystkim bez pardonu - także własnym kolegom z własnych ław poselskich. No i pozostaje pytanie, co z członkami rządu? Można ich upominać, czy niezbyt wypada? Tak sobie myślę, że niedawna furia Vincenta Rostowskiego kosztowałaby go niemałą fortunkę. Chociaż wróć - przecież to w żadnej sposób nie zburzyło jego wizerunku "pracowitego i przygotowanego merytorycznie".
Patrzcie, ludzie, z jaką opozycją nasza "wadza" musi się użerać. Smycz i kaganiec - inaczej Polska nigdy nie będzie taka, jak Wam drugi raz z rzędu obiecywaliśmy.
609
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (21)