Smutno pisać, ale "niepodległa", "samorządna", "wolna" etc., etc. III Rzeczpospolita po raz kolejny dała ciała. Afer przez ostatnie dwie dekady było ci u nas dostatek - każda strona na scenie politycznej umaczała się w tym po łokcie. Właściwie tylko rządy PO-PSL są wolne od jakichkolwiek afer - wystarczy spojrzeć do raportu Sekuły (w głowie się nie mieści, że coś takiego mogło prezesować NIK-owi) by dowiedzieć się, że afery hazardowej nie było.
Afera informatyczna - infoafera, jak kto woli, a pewnie niedługo pojawią się kolejne potworki językowe (infogate, zusgate) wymyślane przez zakompleksionych, zapatrzonych na Zachód dziennikarzy - rozpoczęła swój żywot jeszcze w latach 90-tych. Nie trzeba być wyjątkowym ekspertem od wszystkiego (typu Hypki 2.0, czy Nałęcz 1.3.), ba, można nawet być niepiśmiennym drwalem z Puszczy Białowieskiej, aby nie domyśleć się, że tak zwana informatyzacja administracji państwowej kosztuje dużo za dużo. W zorganizowanej grupie przestępczej (zgodnie z najlepszymi wzorcami z Ojca Chrzestnego - poszczególni bandyci znali tylko swój "kontakt", nie wiedząc, ile osób jeszcze w szwindlu uczestniczy) brały udział dziesiątki, jeśli nie setki, setki, jeśli nie tysiące urzędników, pobierających pensję od Rzeczpospolitej i plujących swojemu pracodawcy prosto w twarz. Już nawet pomijam górnolotne słowa o obowiązku wobec Kraju, o miłości do Ojczyzny, bo dla takich typów to gadka-szmatka. Kontrakty z firmami informatycznymi wręcz pęczniały od ilości zer, a konstrukcja umów i aneksów uniemożliwiała ich zerwanie.
Już śp. Paweł Wypych, w czasach swojego prezesowania ZUS-owi wskazywał, że umowy z firmą Prokom są nie do przekreślenia, mało tego, wiążą państwowy moloch z prywatną firmą na lata, bo przekazują jej prawo do pobierania pieniędzy za aktualizacje sprzedanych za ciężkie miliony programów. Okazało się, że głos Wypycha był głosem wołającego na pustyni. Żeby było weselej, stojący za Prokomem Krauze, oskarżony potem przez prokuraturę o działanie na szkodę własnej spółki (acz pewna brzydząca się aferami Koalicja doprowadziła do usunięcia paragrafu stanowiącego podstawę oskarżenia) był przez lata klepany po plecach, hołubiony przez "elyty", a wszelkie próby wyjaśnienia niejasności związanych z tą personą napotykały na pełne oburzenia wymówki o "zazdrości maluczkich", co to do wielkich pieniędzy sami dojść nie mogli, i w politykę ruszyli frustracje swoje pielęgnować.
Cichocki - szef MSW - i Wojtunik - szef "odzyskanego" CBA jednym głosem mówią, że to największa afera korupcyjna w pożal się Boże administracji państwowej. Samiśmy sobie taką próżniaczą klasę wychowali, co tu kryć. Przyjmowanie pociotków, tworzenie etatów dla różnych spadochroniarzy, którym się gdzieś noga powinęła, gargantuiczny rozrost urzędów - to lista grzechów wszystkich, słownie wszystkich partii kiedykolwiek zasiadających w Parlamencie. A przy tym korpus służby cywilnej leży i kwiczy o pomoc, a z przyczyn finansowych kuźnia fachowych kadr - Krajowa Szkoła Administracji Publicznej - prowadzi tylko jeden nabór rocznie, oferując naukę trzydziestu paru osobom.
Dziki kraj, miał pan rację, panie Miro. I pod koniec polecę jeszcze tanim populizmem, za co przepraszam. Chciałbym, żeby minister Pitera oddała na cele charytatywne wszystkie swoje pobory, jakie otrzymywała piastując stanowisko (specjalnie dla niej utworzone) Pełnomocnika Rządu do Spraw Opracowania Programu Zapobiegania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych. Za rozczarowujący brak jakichkolwiek efektów. Nie ośmielam się podejrzewać, że wygodniej było nie wiedzieć. Wolę myśleć, że Pitera jest fatalnym urzędnikiem państwowym.
578
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (4)