trescharchi trescharchi
635
BLOG

Czarna Polewka Radka Sikorskiego.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 13

Ohoho, spieszę uspokoić szanowną panią Anię OwocoweDrzewko - bez obaw, ślubny zdradza panią tylko i wyłącznie z klawiaturą (ale po jakości skoku w bok osądzam, że to nic poważnego). Natomiast, jako minister Polski Donalda Tuska - trudno już utrzymywać, że jest to Polska Polaków, a słowo pospolita nabiera nieco gorszego znaczenia, niż pierwotne - musi smalić cholewki do Ameryki, choćby dla poprawy humoru, gdy przy każdorazowej wizycie w Berlinie i Moskwie pozostaje mu jeno przebierać nerwowo lakierkowi w antyszambrach, czekając na łaskawe "chodź no!" Wielkich Tego Świata.

Przeto rozćwierkany Radek poleciał do Waszyngtonu, by w zaciszu sekretariatu stanu porozmawiać z Hillary "nienawidzę cygar" Clinton. Ech, szkoda, że dwa rekiny globalnej dyplomacji nie postawiły na transparentność całego spotkania - zobaczyć zaciętą minę Sikorskiego, który usiłuje wyglądać poważnie, wespół z uśmiechniętą buzią pani sekretarz (starczy puścić informacje o dowolnym arabskim dyktatorze, ubitym przez motłoch - wielce dyplomatyczny banan gwarantowany) byłoby bezcenne. Niestety, byliśmy skazani tylko na końcowe komentarze, w których emocji, napięcia i suspensu było mniej więcej tyle, co podczas curlingowego spotkania Jamajka-Erytrea.

Musiał się Radek wyjątkowo zasępić, bo trafiła kosa na kamień. Ba, podejrzewam, że niemałym szokiem było dla wrażliwej, antykomunistycznej duszy bydgoskiego posesjonata odkrycie - na świecie są byty podobne do Platformy Obywatelskiej, w dodatku potężniejsze od pierwowzoru. O co się rozchodzi? Ano o to, że wprawdzie Barack Obama obiecał Komorowskiemu - owszem, "yes we can" znieść wizy, ale jowialny Leśniczy nie pojął całej chytrości pierwszego (i pewnie ostatniego) w dziejach Kenijczyka urodzonego na Hawajach. Afrohawajczyk nie sprecyzował, w której kadencji wizy będą zniesione, a zajęty opowiadaniem polish jokes o beegosie Komorowski nie uznał za stosowne się dopytać. Podobno - jak twierdzi Pani HIllary - w tym roku no way, bo w Kongresie jest przeciwko temu spory opór.

Biedny ten Radek. Gdzie nie pojedzie, dostaje po twarzy - przez białe, dyplomatyczne rękawiczki wprawdzie, ale boli tak samo - i w dodatku po powrocie do kraju musi udawać, że wizyta odbywała się w "serdecznej" i "przyjaznej" atmosferze, a on sam był "ciepło" przyjęty. Niewdzięczna fucha, nie dziwota, że człowiek potem nerwowy i procesami grozi na prawo i lewo.

Biedna ta Polska. Ameryka to ostatni poważny sojusznik, na którego możemy liczyć. Już nawet nie wspominając o tym, że ichniejsze CIA dysponuje zdjęciami satelitarnymi z 10 kwietnia i wie więcej, niż obywatele polscy o prawdziwym przebiegu tego, co się tam wyrabiało. I ten ostatni poważny sojusznik ma nas bardzo głęboko - w zasadzie potrzebni jesteśmy tylko do roli "rezerwowych" ambasad i mięsa armatniego w Afganistanie (czyżby i w Iranie? ale wtedy Hillary już dziś coś by obiecała).

A ja mam taką nieśmiałą propozycję. Póki nie ma żadnych szans na wizy, wykorzystajmy to, bo jaką inną krzywdę mogą nam Jankesi zrobić? Z moją propozycją wiele roboty nie będzie - przeprowadźmy szybką ustawę derooseveltazacyjną. Doprawdy, nie godzi się, by ulice w Polsce nosiły imię kogoś, kto Polaków okłamywał, kto Polaków nie lubił i zdradził Nas pod wpływem idiotycznego afektu do Wujka Joe.

 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka