Zadziwiające są opary absurdu, jakie ogarnęły polską politykę w dniu, jak każdy inny, no, może poza tym, że ci z facetów, co to mają coś za uszami i jeden raz do roku próbują damom swojego serca wmówić, że kochają, że są potrzebne, że ślicznie wyglądają, buzi-buzi, no a teraz Haniu kwiatek w szkło i daj obiad. Dojrzała i odpowiedzialna polska klasa próżniacza, zwana przez pomyłkę polityczną (nawet piłsudskich kur bym nie powierzył!) popadła w niezrozumiałą manię schelbiania płci piękniejszej. Lewizna obiecuje święta państwowe, mami połową stanowisk w rządzie, a Donald Tusk...cóż, Donald Tusk, jako nieodrodne dziecię PR-u wymyślił walkę z przemocą seksualną. Znaczy - wymyślił Ostachowicz i jego tink-tank, przecież Liga Mistrzów weszła w fazę pucharową i trudno spodziewać się Tuskowej nadaktywności.
Biorąc pod uwagę żelazną konsekwencję, upór i chłodny profesjonalizm, z jakim wprowadzano w Polsce chemiczną kastrację pedofilów, nie mam dla pań, które zdecydowały się uwierzyć w słowa premiera zbyt dobrych wiadomości. Donald Tusk, jak każdy liberał z krwi i kości zechciałby bowiem, by państwo stanęło na linii kobieta-zboczeniec (oczywiście po fakcie) i ścigało gwałty z urzędu, narażając pokiereszowaną psychikę ofiary na kilka lat targania się po salach rozpraw i obrzydliwego widoku prześladowcy. Chyba, że premier wie coś o tempie polskiego sądownictwa, czego ja nie wiem. Wtedy odszczekam.
Na pewno Tusk ma znaczną wiedzę o psychice kobiet, wszak Kasia prowadzi modowego bloga, w którym czarno na białym jest, że babeczka to interesuje się w życiu tylko Alpami, zdjęciami, co ubrać i czego nie zjeść. Toteż podczas rodzinnych obiadów w familii Tusków córa opowiada o tajnikach kobiecej duszy, a synek przekrzykuje ją jakimiś andronami o rozjazdach, zwrotnicach, czuwakach i o tym, że jego redaktor naczelny znów zaprosił do gabinetu na pogawędkę, i tatę pozdrowić kazał.
Skala przemocy wobec kobiet w Polsce, z naszym na wpół azjatyckim kultem nadwiślańskiego macho jest nabrzmiałym i potwornym problemem - co do tego pełna zgoda. Trzeba się nad tym pochylić, rozmawiać, ucierać stanowiska, proponować konkretne zmiany w prawie, a przede wszystkim lepszą organizację pracy policji, sądów, psychologów, itp., itd. To wszystko kuleje - i to najsampierw trzeba zmienić.
Ale niechże pan premier nie wali takich "kwiatków" w święto wszystkich pań (i półpań - wszystkiego najlepszego, pani Anno!). Obiecywać to sobie pan może niższe podatki, zniesienie abonamentu, drogi przejezdne na Euro (wierzę, że wszystkiego się doczekamy) - ale niech pan nie ucieka się do takiego taniego, obrzydliwego populizmu, wymyślonego ad hoc w środku tygodnia, z okazji święta. Zbyt delikatna, intymna to materia, a pan jutro odłoży to do szuflady i zajmie się czymś innym.
410
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (14)