Po raz enty - trudno już się doliczyć , który dokładnie - odroczono proces jednego z najcyniczniejszych przestępców (jest skazany, więc jest przestępcą - proste jak drut) epoki PRL-u. Po raz enty Kiszczak wymyka się sprawiedliwości państwa polskiego, a lekarze wnioskują o kolejną - trzymiesięczną - obsuwę, aby upewnić się, czy ten, co splamił tytuł i mundur polskiego generała jest zdrowy.
Próżny wasz trud, felczerzy wszelkiej maści, pobierający za "biegłowanie" konkretne pieniądze. Kiszczak zdrów już nigdy nie będzie - w tym wieku, po takiej ilości wódki wypitej z zapatrzonymi w niego dziennikarzami, po tylu "nerwowych" wizytach na moskiewskim dywaniku - to fizycznie niemożliwe. Adwokat (po raz kolejny sprawdza się opinia, że gotowi są bronić każdego) utrzymuje nawet, że jego podpopieczny - o fizys dobrotliwego staruszka z miejskiego parku, karmiącego łabądki - od dwóch dekad nie jest w stanie uczestniczyć we własnym procesie.
Zastanawiające, że w tym akurat - jak i w przypadku innych dygnitarzy z "junta juje" - sądownictwo polskie ze wszystek sił stara się pokazać, jakie jest cywilizowane, przesiąknięte szacunkiem dla wszystkich stron postępowania, jak szanuje każdą literę prawa. Gdybym zaczął wyzłośliwiać, zrzuciłbym to na karb tego, że nikt nigdy bagna Temidy po naleciałościach komunistycznych nie posprzątał i do dzisiaj togi z orzełkiem (ot, dodali koronę, ale immunitet ten sam, a pensje nawet wzrosły) ubierają osobnicy - delikatnie mówiąc - popełniający niegdyś wyroki i procesy ze sprawiedliwością wiele wspólnego nie mające. Wręcz antypolskie.
Zakładam, że Kiszczak jako pożal się Boże "generał" składał rotę przysięgi przed włożeniem epoletów. Już abstrahując od patriotycznych uniesień "braterskiego przymierza" z Armią Czerwoną, w przysiędze - nawet z czasów mrocznego PRL - znajdują się słowa o dbaniu o honor, godność, etc. Naturalnie, rota nie była pierwszym i nie ostatnim krzywoprzysięstwem Człowieka Trochę Innego Honoru, więc wypominanie mu tego, że łamie własne zasady, i jak ostatni tchórz ucieka w choroby i odraczanie procesów - jest wołaniem na pustyni.
Gdy w Norymberdze sądzono Goringa, tłusty marszałek Rzeszy zachował na tyle cohones, żeby bronić swojej przegranej sprawy przed Trybunałem. Zdawał sobie sprawę, jaki wyrok zapadnie, ale walczył chociaż o historię. A potem sam się zabił, nie dając satysfakcji Aliantom.
Kiszczak - też uważający się za oficera - ucieka do przodu. Cała procesowa farsa z próbami osądzenia tego umaczanego we krwi po uszy człowieka jak w soczewce pokazuje żenadę i bankructwo moralne tych, którzy uważali, że władzy raz zdobytej nigdy nie oddadzą. Kiszczak jest tchórzem, chowającym się za wiekiem i dolegliwościami, nie potrafiącym zdobyć się na odesłanie adwokata i samodzielną obronę, wytłumaczenie ludziom swoich racji. Może i tak by zrobił, ale głupi nie jest, wie, że liczyć może na front obrońców, którym nie jest wszystko jedno. Nie dadzą mu zginąć.
Gdybyśmy tylko mieli sprawniejsze państwo...marzenie ściętej głowy. Materiał dowodowy i zeznania świadków były i są tak obszerne, że doprawdy wystarczyłaby jedna, dłuższa rozprawa. Te dwadzieścia kilka lat temu, gdy Kiszczak był jeszcze "zdrów i cały". Ponieważ aspirowaliśmy wówczas do miana kraju "cywilizowanego", nie mógłby zadyndać na szubienicy. Ale spokojnie - może do dzisiaj, pod dobrą opieką - dożywałby swoich dni w kilkunastoosbowej celi. Nie miałby łatwo, ale akurat byłby czas, żeby się przyzwyczaić co będzie po śmierci.
413
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)