Pod koniec marca do Holandii ma udać się z oficjalną wizytą pani prezydentowa (prezydenta?). Polskie media już ekscytują się jej obecnością na wystawie kwiecia - że w sumie nie wypada łazić między zieleniną i głaskać tulipany, gdy teraz w Niderlanadach takie tendencje antypolskie, że jakiś ichniejszy politykier stara się na ksenofobii zbić kapitał wyborczy, że ichniejszy premier milczy jak zaklęty, nie potępiając sondażowej łobuzerki. Co najweselsze, grzmi na ten temat głównie RMF FM, którego czołowy przesłuchiwacz Konrad Piasecki niejednokrotnie butował tych spośród polityków, usiłujących prowadzić coś na kształt stanowczej, roszczeniowej polityki zagranicznej. No ale - ludzie się zmieniają, czego i sympatycznemu panu Konradowi życzę.
Mnie natomiast zafrapowała inna kwestia. Być może któryś z czytelników się orientuje, gdzie można znaleźć oficjalny plan wyjazdu? Bo jeśli nie ma w nim tego, o czym myślę, to gorzej niż zbrodnia - to błąd. Zagrajmy na nosie Pomarańczowym, a przy okazji spełnijmy dobry uczynek. Machnijmy ręką na jakieś tam grządki i nowe gatunki tulipa sylvestris komorosis - niechże pani Anna Komorowska pojedzie do Driel. Do tego małego miasteczka nieopodal Arnhem, gdzie polscy spadochroniarze Generała Sosabowskiego lądowali na czołgach dywizji pancernej SS, wykiwani - nie pierwszy i nie ostatni raz - przez Brytoli. Tam do dziś się Polaków hołubi, ba, o Sosabowskim wie tam każdy dzieciak, a idźcie z tym pytaniem do polskiego gimnazjum, to, o ile nie dostaniecie po zębach, usłyszycie odpowiedź "eeee...?".
Nie będzie lepszego sposobu na kompromitację tamtejszych ksenofobów, jak pokazanie w telewizji wizyty prezydentowej (prezydenty?) w miejscu, w którym polscy żołnierze ginęli za wolność Holandii. To po pierwsze. Po drugie, Rzeczpospolita ma gigantyczny, niespłacalny dług wobec ludzi takich jak Sosabowski czy Maczek, zmuszonych na stare lata tyrać fizycznie jak prosty angielski robol. Przy każdej oficjalnej wizycie w Niderlandach trzeba odwiedzić okolice Arnhem i oddać hołd tym, co chcieli dostać się do Ojczyzny "najkrótszą drogą".
Tak jak PRL odebrał niegdyś obywatelstwo Sosabowskiemu i Generał mógł wrócić do kraju dopiero w trumnie, tak rzekomo "niepodległa" Rzeczpospolita wymierzyła weteranom kolejny policzek. Policzek tym boleśniejszy, że wymierzony w 2006 roku, gdy Polską rządzili ludzie twierdzący, iż pragną przywrócić nam "prawdziwą historię" i dbać o właściwą politykę historyczną.
Po 60 latach Polska Brygada Spadochronowa została zrehabilitowana. Nawet Brytole, dotąd znajdujący w Sosabowskim kozła ofiarnego za fiasko "Market-Garden" przeprosili. Dzięki uporowi Holendrów zakochanych w polskich wyzwolicielach udało się nadać polskim żołnierzom najwyższe odznaczenia wojskowe. Życzeniem królowej Holandii było, by uroczystość nadawano na żywo. I ci mieszkańcy depresji, co oglądali transmisję live, ujrzeli polską delegację - śp. generała Gągora i generała Kozieja. Nie pojawili się ani śp. Lech Kaczyński, ani ówczesny premier Kazimierz Marcinkiewicz, ani Radek Sikorski.
Jeśli wizyta w Driel jest wpisana w program pobytu Anny Komorowskiej - uchylam kapelusza nad decyzją Pałacu. Jeśli nie - zróbcie wszystko, by ją dopisać. Nikt na tym nie straci, a wszyscy zyskamy.
946
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (9)