Obciążony fetyszem Demiurga Nauczyciel z Czerskiej nie byłby sobą, gdyby nie poparł jednoznacznie kogoś przeciwko komuś. Dotychczas ograniczał się głównie do wskazywania, na kogo głosować w Polsce (starczy przejrzeć wydania GazWybu tuż przed wyborami - ot, zawsze natrafi się na poważny, utrzymany w formie starotestamentowego pouczenia komentarz Michnika, jak wybrać najlepiej). Aż tu nagle przypomniał sobie, że jest przecież kawalerem Legii Honorowej, więc dlaczegóżby nie podpowiedzieć i Żabojadom, kogo lepiej poprzeć?
Kandydat na prezydenta Francji, monsieur Hollande, przy tym quasi-socjalista dostąpił więc zaszczytu bycia zaproszonym na Czerską, do Alfy i Omegi całej oświeconej europejskiej lewicy. Troszkę szkoda, że akurat pod siedzibą Wyborczej nie zebrały się znowu hordy kibolskiej swołoczy, ośmielające się śpiewać "Rotę" - naocznie ujrzałby wówczas, jak wielkie jest ryzyko odrodzenia faszyzmu w Polsce, i ileż trzeba jeszcze zrobić, by kochająca każdego człowieka lewicowość ostatecznie zatriumfowała nad Kontynentem. Towarzystwa dotrzymywał Pogromca Chorób Tropikalnych, który z wielką estymą wypowiadał się o zagranicznym kandydacie.
Konkretów na nasiadówce wiele nie było, ot, troszkę dyrdymałów o dalszym "pogłębianiu integracji" UE (da się bardziej?), troszkę utryskiwań na anty-socjalne zmuszenie ludzi do dłuższego pracowania, a wreszcie narzekanie na "zmowę" złych, okrutnych liderów europejskich, zakwalifikowanych jako "prawicowi", którzy nie chcą spotkać się z monsieur Hollandem i posłuchać, co też ma do powiedzenia. Sporej bezczelności dopuścił się również Donald Tusk, nie decydując się na tete-a-tete z gościem, który przecież był i rozmawiał z Adamem Michnikiem.
Marksowi dziękować, na wysokości zadania stanął Komorowski. Ze stanowczością, konkretnością i życzliwością, cechującą każde działanie naszego prezydenta przeciął "kordon sanitarny" (niestety, nie mój copyright) wokół lewicowego faworyta wyborów i przyjął go w Pałacu. Przy okazji doszło do dość symptomatycznego wydarzenia, bowiem Tusk odmówił spotkania, mrucząc coś o nie mieszaniu się w wybory obcokrajowców, a Komorowski odwrócił sytuację o 180 stopni i jako jedyny z przywódców dużych krajów europejskich dał się z nielubianym przez Unię Europejską kandydatem sfotografować. Cóż, taka rozbieżność nie wróży najlepiej, i tylko patrzeć, jak znów zaczną szarpać się o samolot. Na szczęście Arabski został na stanowisku, a kto ma Arabskiego - ten wygrywa.
Pokutuje obiegowa opinia, że istotnie, wierchuszka unijna rzeczywiście stara się wyizolować Hollande'a, obawiając się jego oryginalnych pomysłów na ratowanie eurobudżetu. Na nic wasze próby, Niemcy, Włosi, Hiszpanie, Brytole - nawet zjednoczeni nie dorastacie do pięt Adamowi Michnikowi. On już namaszczał przywódców gdy wyście jeszcze w pieluchy robili. Na nic wasze bojkoty.
A tak w ogóle, to odpieprzcie się od Hollande'a!
1100
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (27)