trescharchi trescharchi
684
BLOG

Wojsko Polskie beczką śmiechu.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 9

Wiem, wiem. Wojsko nie jest materią, z której można się bezkarnie naśmiewać, jeśli nie jest się Jarosławem Haszkiem. Co jednak począć, jeśli Wojsko Polskie (z odzyskanym orzełkiem) gra na nosie swoim antenatom, swojej legendzie, swojemu etosowi? Naturalnie, odliczając lata PRL-u, które z żołnierskim etosem niewiele wspólnego miały. Dobrze chociaż, że kadra oficerska - Jaruzelski, Kiszczak, itp. - zachowała się przyzwoicie, wielokrotnie ocalajac Kraj od inwazji (wpierw "reakcji", następnie "przyjaciół") i słusznie zyskując miano ludzi honoru.

Nadeszły wieści, że tysiące wojskowych ciężarówek znajduje się w stanie dość żałosnym. Niby taki leciwy Star w kolorze moro to nie tragedia - są przecież helikoptery, są Rosomaki, jest wreszcie pierwszy polski lotniskowiec (od razu w technologii stealth- cymes!), czyli kadłub "Gawrona", dość potocznie a mylnie brany za coś, co miało być korwetą. To, że niżej podpisany i wszyscy inni dali się na maskaradę mundurowych nabrać, dobrze świadczy o kondycji tajemnicy wojskowej w Polsce.

Ponad 70 procent taboru cięzarówkowego stuknęło już ćwierćwiecze - aż strach pomyśleć, ile razy cofano liczniki, i ile z nich sprzeda się potem w demobilach jako "prawie nówki". Strach też człowieka ogarnia, jak zda sobie sprawę, ile sprzętu, forsy i czasu kosztuje reanimacja takich trupów. Interesującą ciekawostką jest też fakt, że kilka procent pojazdów nadal używanych w Wojsku Polskim to samochody pohitlerowskie (bo przecież nie "poniemieckie"). Ufam, że chociaż hakenkrojce zamazaliście.

Niemniej, minister Siemioniak, którego zdarzyło mi się już na łamach pochwalić, dostał niestety zawrotu głowy od sukcesów. No cóż, po rządach Senatora-Pacyfisty sukcesem jest doprawdy każde spotkanie z wojskowymi, na którym minister zabiera głos - i to rzeczowo, co dla oficerskiej braci, przyzwyczajonej do dyletanctwa Klicha musi być szokiem. Siemoniak planuje przeto, by kupić circa dwa tysiące nowych ciężarówek - bo stare nie dają żadnej gwarancji przeżycia bieżącego roku w jednym kawałku. Dwa tysiące ciężarówek. Naraz. Może nawet przedefilują Krakowskim Przedmieściem, oddając honorowe klaksony przy siedzibie Wielkiego Łowczego.

Ponieważ mimo starań wielu wspaniałych, ogarniętych pasją i patriotyzmem ludzi w naszym wojsku nic nie może wyjść całkiem na serio, ministerstwo planuje przetarg na, bagatela, miliard złotych, aby te dwa tysiące pojazdów kupić. Nie kwestionuję samej idei transparentnych przetargów (są takie w Polsce?), ale wszyscy wiemy cóż oznacza procedura przetargowa w delikatnej materii wojskowej. Ano, kilkuletnią obsuwę, co najmniej. Wszystkie Łabędy, Bumary, Amerykanie, Izraelici, podniosą larum i okaże się, że jednak nasze poczciwe Stary mogą podziałać jeszcze z pięć wiosen, do czasu konkretnych rozwiązań. A ile procesów przy okazji się odbędzie, ile osób beknie za "przypadkowe" odprowadzenie części funduszy do własnych kieszeni.

A ja nieśmiało proponuję, żeby zainicjować wielką akcję wymiany białych tablic rejestracyjnych w tychże Starach na żółte - zabytkowe. Z doświadczenia widzę, że większość użytkowników drogi spogląda wówczas na takich "nestorów" z pobłażliwą życzliwością. Co innego Wojsku pozostało, jak nie życzliwość?

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka