Na pierwszy rzut oka - podobieństw jest mało. Ale jednak są. Toną długo, powoli idąc na dno, mają podobne dzioby (zwłaszcza pod kątem długości nosa), potrzebują wreszcie dużo "paliwa", by w ogóle ruszyć z kopyta. Są i pewne różnice - we Włoszech kapitan tak nieszczęśliwie potknął się do szalupy, że wbrew sobie dał się uratować, a Kaszubski Kapitan naszej rodzimej "Costii Graśdii" trwa dzielnie na mostku, mimo coraz bardziej beznadziejnej sytuacji.
Multum notek poświęciłem już osobie, która bynajmniej na to nie zasługuje - ot, taki podkrakowski cwaniaczek, rozbiegane oczka, spuszczanie wzroku przy rozmowie, pochrząkiwanie, sprzątanie pruskich liści na pruskim podjeździe pod pruski garaż. Nic specjalnego - czysty polski homo politicus okresu odzyskanej "niepodległości". Z każdą notką mam niejaką naiwną nadzieję, że będzie to notka ostatnia, a Graś zostanie zepchnie w niebyt swojej Kasztelanii. I za każdym razem, głupi, zapominam, że zgodnie z najlepszą sycylijską tradycją Grasia i Tuska łączy omerta, której złamać dymisją nie można.
Nie można, ale trzeba. Furda Mucha, furda Arłukowicz, furda inni, mogą zaczekać. Ale trzymanie Grasia to działanie na szkodę Państwa. Paweł Graś przynosi wstyd Polsce. Nie unikajmy wielkich słów - rzecznik prasowy rządu to wizytówka, to ekspozytura, to dawanie twarzy na kamerę i wypowiedzi na eter i papier. A co widzimy u Pawła Grasia? Doprawdy, zdumiewa mnie opozycja, która daje się wciągać w trybunałowe gierki miast łoić w tą żywą tarczę strzelniczą ile popadnie. Gdyby jakimś dziwnym trafem Graś rzecznikował rządowi PiS-u, nie przetrwałby na stanowisku miesiąca, ba! tygodnia. Szkła kontaktowe roiłyby się od lapsusów, drugie strony GazWybu od zatroskanych komentarzy załamujących ręce redaktorów (także tych, którzy nie mogą rodzić).
Mało poważnych rzeczników było już w Naszej biednej Polsce od groma.Jedni wzbudzali śmiech, niektórzy litość, inni zaś pogardę (...ach, strzelić raz między te uszy!). Ale takiej kumulacji nieszczęść, jak żyję, nie pamiętam. Nie dość, że człowiek absolutnie nie zna się na tym, o czym mówi, a mimo to mówi, to jest jeszcze po łokcie unurzany w niejasne związki z biznesem. Prokuratura Apelacyjna w Krakowie nie pozostawia wątpliwości - Graś mija się z prawdą (czy to nie powinien być pocałunek śmierci dla kogoś, kto rzecznikuje?) w sprawie swoich własnych podpisów w aferze "Agermark".
Dość odważna - trzeba przyznać - lawina krytyki popłynęła ze wszystkich stron. Z organizacji antykorupcyjnych, przez prawników, na konstytucjonalistach kończąc. Nie wypowiedzieli się jeszcze: Środa (jako etyka - bo przecież nie "etyk" powinna coś mruknąć) i Nałęcz (co dziwi). Wypowiedział się za to Paweł Olszewski, tak tak, ten od butowania "nieprawomyślnego" Gibały. Człowiek w sumie o dość smutnym żywocie, skoro dzień za dniem musi czołobitnie udowadniać swoją wasalną lojalność i przydatność. Rzecze tak: " Jego sprawa została umorzona i tego się trzymajmy. Mam pełne zaufanie do pana ministra Grasia i jego słów".
Oj, panie Olszewski, obyś nie musiał pan szybko odszczekiwać swoich wypowiedzi. Orzechy przeciwko dolarom, że Tusk nie odwoła Grasia, choćby nie wiadomo co?
I cenna - bo darmowa - rada dla czerwonych, palikociarni, PiS-u i ZZ Top. Niekiedy wystarczy wyciągnąć jedną cegłę, żeby cały budynek runął, albo chociaż zachwiał się w posadach. Przestańcie tańczyć, jak wam Tuskowe tink-tanki zagrają. Tonąca Cegła o purpurowej twarzy sama pcha się wam w ręce!
600
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (8)