Spieszę uspokoić - feministyczny łysenkizm nie poszedł jeszcze tak daleko, byśmy ujrzeli na pięknym świecie stado małych, płaczących Blumsztajniątek. Z drugiej strony, Blumsztajn odchował wiele adoptowanych, niechcianych nigdzie i przez nikogo dziatek, mniejsza o imiona - wszystkie one występują pod zbiorczą nazwą cyngle. Przy okazji to dobry przyczynek do dyskusji o odmiennych sposobach wychowania najmłodszych, bowiem owych cyngli życia i Polski uczyło dwóch mężczyzn - Adam i Seweryn. Można? Można.
W każdym razie, cud tacierzyństwa jeszcze przed panem redaktorem, a ja naturalnie trzymam kciuki. A ponieważ cyngle już odchowane i same potrafią radzić sobie w dzikim, faszystowskim świecie dybającym na wszystko, co nie podoba się Czerskiej, można zająć się swoimi własnymi przyjemnościami na starość. Cóż więc wymyślił starszy pan? Ano, zakłada Towarzystwo Dziennikarskie. Ktoś spyta dlaczego? Bo podziały polityczne wśród dziennikarzy są głębsze niż między politykami, odpowiada Blumsztajn. A GazWyb już obwołało twór, który wciąż jest w powijakach "elitarnym salonem prowadzącym debatę o sytuacji mediów". Jeszcze tylko dorzucę nazwiska paru ojców-złożycieli - Jan Ordyński, Jacek Żakowski, Wojciech Maziarski, Wojciech Mazowiecki - plus dodam, że Blumsztajn nazwał wyżej wymienionych "wyższą półką medialną" i już daję Państwu pięciominutową pauzę na zebranie się z podłogi.
Już? To idźmy dalej. Owa "elita" polskich mediów uważa, że w światku dziennikarskim nie da się już być wspólnie. Pełna zgoda. Elita wprawdzie nie precyzuje, czyja to wina, ale po aprobowanych przez GazWyb komentarzach z drugiej stronnicy nietrudno domyśleć się, że to dziennikarskie oszołomy z innych redakcji nie przyjmują wyciągniętej Czerskiej ręki i nie chcą, szlag ich trafił, widzieć rzeczywistości przez właściwą optykę. Poza tym duzi chłopcy bawią się w masonerię pełną gębą - to będzie zamknięty klub, bardzo trudno będzie się tam dostać, a każdy kto będzie chciał się ubiegać (już widzę te kolejki jak po papier toaletowy...) o członkostwo musi zyskać poparcie co najmniej połowy dotychczasowych członków.
Naturalnie polaryzację mediów widać jak na dłoni. I z jednej, i z drugiej strony napotkać można wielu oszołomów, którzy mają swoje klapki na oczach i w imię "nie, bo nie" nie zejdą z raz wyznaczonej drogi i z raz wyznaczonego poglądu. Można boleć nad tym, że coraz trudniej w Polsce o gazetę, którą da się przeczytać bez uczucia zażenowania od deski do deski. A już najbardziej smuci mnie fakt, że młodzi adepci dostają się pod skrzydła starych, wyliniałych jastrzębi i siłą rzeczy przyjmują ich widzimisię, co oznacza mniej więcej to, że na dobrą, konstruktywną prasę w Kraju jeszcze troszkę poczekamy.
Po zastanowieniu - co ja będę przysmucał, piątek w końcu jest. Ze specjalną dedykacją dla Państwa, na bardzo udany dzień pod znakiem wesołego rechotania, ostatni cytat z Seweryna Blumsztajna: "Dziś nie wiadomo, kim jest dziennikarz. Ja uważam, że mnie z dziennikarzem tabloidu łączy bardzo mało. Mamy inne normy dziennikarskie, inne normy etyczne, inny język".
1931
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)