trescharchi trescharchi
1401
BLOG

Pan Prezydent jest człowiekiem wierzącym.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 6

Pomimo wojenki prowadzonej przez rząd z Kościołem, prezydent Komorowski uznał się wobec biskupów za człowieka wierzącego. Jest to wesoła ciekawostka, idealnie pasująca na lekki, weekendowy nastrój, biorąc pod uwagę niektórych przyjaciół pana prezydenta, których towarzystwa wierzący katolik dla własnej higieny psychicznej powinien unikać. Zasadniczo - nikomu do wyznania nie zaglądam. Powiem więcej - nawet jako katolikowi jest mi doskonale obojętne, jakiego wyznania są osoby rządzące moim Krajem, byleby były gospodarne i poświęcały mu się bez reszty. Tu smutna dygresja - bardzo rozczarował mnie pewien premier-protestant, który z ichniejszym etosem ciężkiej, konstruktywnej pracy pełnej wyrzeczeń wspólnego miał i ma nadal niewiele.

Daleki jestem od wskazywania palcem na dogmaty wiary i literalnego wypełniania kodeksu prawa kanonicznego, jakby to chciał czynić pewien Bosonogi Podróżnik. Ale jednak boli mnie, i jako katolika, i jako obywatela, że nawet w sprawach nie cesarskich, a Boskich, Nasz Cesarz plecie co mu ślina na język przyniesie. Doprawdy, człowiek, któremu Konstytucja powierzyła w większości funkcje repretentacyjne jest jej idealnym niewolnikiem - dysponuje stałym, kilkunastozdaniowym zestawem truizmów gotowych do wybąkania przy każdej okazji. Z taką samą swadą i obrotnością potrafiłby sprzedawać kosiarki w Castoramie, prowadzić obrady Polskiego Związku Kynologicznego czy dyskutować ze Stephenem Hawkingiem o zasobach wody na Europie, czwartym księżycu Jowisza. Niemniej, kiedy jest się gościem Zjazdu Gnieźnieńskiego, i gdy słuchają cię członkowie organizacji, jaką rząd, z którego się wywodzisz planuje oszwabić na sporą kasę, wypadałoby wyjść poza coś więcej niż ogólniki typu: "godność ludzka", "prawa człowieka". Jeśli pan prezydent planuje grać na własny rachunek (a są sygnały, że tak) , należałoby zakończyć wystąpienie jakimś mocnym, solidnym przekazem - biskupi, jestem z Wami, jesteście pod moją opieką, krzywdy Wam uczynić nie dam, wspólnie zagramy Rudemu Antychrystowi na nosie. Albo się mylę, i jest to jedynie prostacka, żenująca zabawa w model - zły policjant, dobry policjant.

Sam nie wiem, czy taka teflonowa bylejakość to zaleta, czy wada. Zakładam, że idealnie sprawdza się w Brukseli, gdzie każdy twór wyrastający ponad bezpłciowy, poprawnie polityczny konglomerat szarych garniturów (za grube tysiące euro z Naszych podatków) jest natychmiast ścinany o głowę. Również i w Kraju, na upartego, mógłby na tym prezydent poprzestać, bo i walory intelektualne, i osobista pracowitość sprawiają, że szczytem ambicji i możliwości Komorowskiego jest rycie pod Tuskiem i przytulanie sierot po Unii Wolności, której zły polski zaścianek nie pozwolił wyprowadzić Ojczyzny do pierwszej ligi europejskiej.

Niestety, niekiedy prezydent pragnie zrobić coś na własny rachunek, i tą nieporadność boleśnie widać. Dla przykładu, po swoich truizmach dodał takowe sformułowanie: "Gdy jest kryzys, to wielu ludzi chce dialog zastąpić logiką konfrontacji. Na to pozwolić nie możemy...". Ani chybi, jest to oczywisty prztyczek w nos Tuska, który swoją drogą też mógłby pojawić się na tej konferencji, wmieszać w tłum purpuratów i urabiać, urabiać, i jeszcze raz urabiać do swojego poronionego - jak większośc - pomysłu likwidacji Funduszu Kościelnego. Poronionego już nawet nie z przyczyn światopoglądowych, ale ekonomicznych - majstrowanie na żywym organiźmie bez żadnej rozsądnej koncepcji czegoś w zamian to smutna specjalność tego rządu.

Nie wiem, czy premierowi zabrakło odwagi, czy czasu, by pojawić się w Gnieźnie. Cóż, czas pewnie udałoby się wygospodarować, ale czy starczyłoby opanowania, żeby stanąć przed salą hierarchów i udawać takiego, jakim się jest przed kamerami? Wiecznie uśmiechniętego, życzliwego wszystkim premiera miłości? Wątpię, by Tusk zachował cierpliwość, bo Vincent bardzo oczekuje tych skrzyń ze złotem, zakopywanych gdzieś pod zakrystiami, a Ten, Co Niegdyś Wydawał Ozon i Potem Przejrzał Na Oczy wydzwania, że do Kotlińskiego dzwonił Piotrowski, i wszyscy razem stoją na stanowisku, że czarnym trzeba dowalić i proponują fachową pomoc.

A dla mnie nieobecność Tuska w Gnieźnie, czy choćby jego lekceważący stosunek do społecznych konsultacji emerytalnych oznacza jedno. Łatwo da się wymyśleć temat zastępczy, puścić go w życzliwy eter mediów, ale dbać i pielęgnować taki parawan - to już się premierowi nie chce. Niech żyje swoim życiem. Szkoda tylko, że Bronisław Neofita tego nie pojmuje, i pcha się do kruchty, sam nie wiedząc po co.
 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka