Przynajmniej jego PO-wska część, wszak PSL ma taką żałosną sytuację finansową, takie wciąż powracające obawy o utrzymanie masy "przyjaciół" na etatach w agencjach rolniczych, że Koniczynki zapewne co tydzień z cztery msze wykupują, i to u Bonifratrów, gdzie tanio nie jest. Niemniej - PO w tym roku po raz pierwszy od dawien dawna nie ma ochoty na wielkanocne rekolekcje partyjne.
Pamiętam tą chrześcijańską gorliwość, to starannie wyreżyserowane skupienie przed okiem kamery, te zacięte twarze zajęte wyłącznie modlitwą i ducha umartwianiem - takie obrazki obiegały media, gdy garnitury z Partii Miłości zjeżdżały swoimi limuzynami do Tyńca, czy innego Klasztoru. Gdzieś tam kiedyś mignął mi nawet Palikot, ale głowy nie dam, bo ten łobuz, niczym Damien w "Omenie" zapewne blednie i wrzeszczy opętańczo, wyrywając się opiekuńczym ramionom Kotlińskiego, kiedy tylko przejeżdża obok kruchty. Ale wówczas wszystko się tak ładnie składało - Partia Miłości hołduje najlepszym, chrześcijańskim wzorcom szacunku dla wszystkich, współczucia dla biednych, sceny po prostu jak ze świętych obrazków.
W PO nie ma klimatu do wysiadywania po kościołach. Teraz musimy skupić się na reformach, a nie na modlitwach - powiada jeden z posłów, niejako przy okazji zdradzając prawdziwe intencje partii. Poza tym cała hucpa ukazuje jak na dłoni, że temat zastępczy z Funduszem Kościelnym począł żyć własnym życiem, podsycany umiejętnie przez antychrystów od Palikota. Zakładam, że w PO ostało się kilku porządnych katolików, może niekoniecznie deklarujących to na każdym kroku jak Gowin, ale jednak bolejących nad polityką swojego ugrupowania, któremu Kościół był potrzebny wyłącznie do celów politycznych. Kiedyś opłacało się być pro - teraz opłaca się być kontra. Cóż, oportunistów w PO nie brakuje, więc przekręcenie chorągiewki o 180 stopni to mały pikuś. Może tylko biedny poseł Raś napotka wyrzuty swojego brata i jego pryncypała, ale kim, do diaska, jest poseł Raś.
Wiele rodzajów hipokryzji można politykom - wszak taki ich zawód - wybaczyć, ale granie na uczuciach religijnych ludzi jest jednak wyjątkowo nie w porządku. Dotyczy to i PO, i PiS - te partie mają w swoim "etosie" tradycje bliskich związków z Kościołem, a jednak w imię doraźnych celów nie wahają się sięgnąć po zaprzyjaźnione, a otumanione sojuszem tronu z ołtarzem sutanny, by potem o swoich obietnicach i życzliwości dla Kościoła zapomnieć. Paradoksalnie, uczciwsi (z trudem to słowo przechodzi mi przez palce) są w tym względzie i palikotowcy (poza ich Wodzem, który czci szczerze tylko odbicie w lustrze), i czerwoni - oni transparentnie zapowiadają, że Kościoła nie lubią, że chcą laickiego Państwa, i tak dalej.
Ale kto wie, w Kościele mądrych ludzi, także mądrych strategów politycznych nie brakuje - może istotnie wydumają, że bardziej opłaca się wycofać na z góry upatrzone pozycje, zgodzić się na laickość Państwa. Dzięki temu już żaden jawiący się jako chrześcijański rząd nie będzie wyciskał nadziei wiernych jak cytryny i wyrzucał do kosza. Albo trzeba wyciągnąć szablę ekskomuniki i porozmawiać z łajdakami ich prymitywnym, brutalnym językiem.
A tak na marginesie, to pani Tusk z pewnością dziękuje Bogu, że zdążyła wziąć ślub kościelny ze swoim Ukochanym Donaldem. Dzisiaj takie staromodne przeżytki już by nie przeszły. Chociaż, z drugiej strony...gotów jestem założyć się, że w roku wyborczym sanktuaria w całej Polsce przeżyją kolejny najazd rozmodlonych, uśmiechniętych posłów.
3225
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (10)