To, co miało być jeno wygodnym tematem zastępczym, albo miłym połechtaniem najprostszych instynktów antyklerykalnych, wymknęło się z rąk i poczęło jak ta egzema rozszerzać się odpryskami na inne dziedziny. Tusk - mam nadzieję, że zapamięta tą lekcję przed np. próbami wprowadzenia nowej ustawy aborcyjnej - otworzył puszkę Pandory i doprawdy nie ma najmniejszego pojęcia, jak te dzikie konie okiełznać, a treserem zawsze był kiepskim i tchórzliwym, więc jest tym ciężej.
Naturalnie, nie ma dyskusji - wcześniej czy później należało przysiąść do tematu Funduszu Kościelnego i stworzyć nowy projekt, szanujący potrzeby wszystkich zainteresowanych stron, no i dostosowujący sytuację do dzisiejszych czasów. Niestety, kiedy zabierają się za to amatorzy i patałachy - trudno być optymistą. W kwestii kościelnej, ale i innych, jak na dłoni widać, że Nasi rządzący to w gruncie rzeczy małe, amatorskie pędraczki, które potrafią wymyślać ciekawe zabiegi PR-owe, acz do wytężonej, konkretnej pracy u podstaw - i szukania rozwiązań satysfakcjonujących wszystkich - zupełnie się nie nie nadają.
A ponieważ w wojnie z Kościołem - doprawdy, inaczej nie da się tego nazwać, nie ma tu merytoryki i dochodzenia do ugody, jeno toporna ideologia, zadawnione rany, polskie demony i rozpaczliwie miotanie się Tuska, coraz mocniej zagubionego i nie panującego nad Antyklerykalnym Golemem, co go wraz z Ostachowiczem ulepili, pewnej burzliwej nocy przy dobrym czerwonym hiszpańskim - ponieważ w tej wojnie ciosy padają na prawo i lewo, cierpi coraz więcej spraw gardłowych dla Państwa.
Polska wycofała się z remontowania zabytków sakralnych - od dwóch lat Ministerstwo Finansów nie dało ani złotówki na ten cel. Kto jeździ bocznymi drogami - a jeżdżą teraz wszyscy, łącznie z TIR-ami, wszak szosy bandycko drogie i naustawiali tych wiatoli - ten może zobaczyć piękno Naszego Kraju w całej krasie. Trochę świata widziałem, i przyznaję, zdewastowane kościółki, klasztory i cmentarze w okolicznościach bujnej, zdrowej Polskiej przyrody wyglądają piękno-nostalgicznie, niemniej wypadałoby w jakiś sposób ocalić je od zapomnienia i rozsypania. Tymczasem resort Vincenta Rostowskiego ostatnio sypnął groszem publicznym w 2009 r. - przekazując doprawdy oszałamiającą kwotę 3 milionów złotych, czyli, cytując klasykę, "tyle, co na waciki".
Wiadomo, ile Polaków, tyle opinii. Mamy 30 milionów selekcjonerów piłkarskich, mamy też 30 milionów ekspertów ds. stosunków Państwo-Kościół. Ale warto wznieść się ponad własne uprzedzenia i swoje mętne ideologie, by zwrócić uwagę na to co naprawdę ważne, co jest jednak dobrem wspólnym. Piękne zabytki sakralne są zabytkami Państwowymi - nie przynależą do jakiegoś wyznania, odwiedzają je turyści z wielu krajów i wierzący w cokolwiek. Była Najstarsza Córa Kościoła, obecnie dumna ze swojego laicyzmu Francja rozumie to doskonale - mimo, że kościółki prowincjonale wyludniają się coraz bardziej, każdy z nich zadbany, wychuchany i po prostu piękny.
My nie potrafimy. Minister Zdrojewski - sytuacja trwa ponad dwa lata - sprawę nieczęsto komentuje, acz na jego wizytówce jak byk tkwią dumne słowa: ...dziedzictwa narodowego. Takie same słowa opisują funkcję nadwornego Nałęcza w Pałacu - doprawdy, wypowiedzi dżentelmena z Czołową Kreską odnośnie ochrony zabytków policzyć można na palcach jednej ręki. My nie potrafimy, i grzęźniemy w bagno wojenek polsko-polskich. A zabytki, które przetrwały tyle wojen, są dorzynane w okresie pokoju. Wielki to wstyd dla Państwa Polskiego.
6310
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (111)